Przejdź do głównej zawartości

Konserwa i dwa piwa

Są dni kiedy człowiekowi nic nie przychodzi do głowy i tak też dziś było ze Stefanem. Stał sobie oparty plecami o elewację sklepu monopolowego i popijał piwo. Starał się mocno coś wymyślić ale nie przynosiło to żadnego efektu. Nawet jak się mocno skupił. Szarobury świat i powietrze pachnące bezsensem nie przeszkadzały mu. Wręcz przeciwnie, po paru minutach doznał olśnienia! Wpadł na pomysł iż musi wypić jeszcze jedno piwo. Tak zwyczajnie - na otępienie. Stefan był najinteligentniejszy wśród kumpli z osiedla. Jego IQ wynosiło 45 więc czasami zwyczajnie musiał zarzucić parę piw aby nie komplikować sobie w głowie tego co go otaczało, a także żeby lepiej komunikować się z otoczeniem. Czasami bowiem zwyczajowo rzucane na przywitanie: "Cześć Kurwa!" źle akcentował i nikt nie był w stanie stwierdzić czy to jest forma pozdrowienia czy próba skonstatowania otaczającej go rzeczywistości. Poszedł więc po kolejne piwo. Wypił, odniósł butelkę po czym tradycyjnie zaznaczył swój teren i udał się w kierunku domu. I kiedy tak się zbliżał do miejsca swojego zamieszkania ów miejsce stało w miejscu (aczkolwiek dystans między nimi kurczył się) to zauważył że coś się dziwnego dzieje z otoczeniem. Otoczenie ów mianowicie się rozpłynęło. I był teraz Stefan nigdzie i wszędzie zarazem też, bo skoro nie było już nigdzie to w końcu musiał być wszędzie. No bo gdzie niby miał być? Zastanawiał się po co mu teraz dyplom technika rybołówstwa, nie był w stanie ogarnąć tego co się stało. On był już tylko umysłem który pozbawiony wszelkiej materii, był siłą mentalną samą w sobie. I właśnie kiedy miał implodować otworzył oczy i zorientował się że tak naprawdę to przypieprzył się w słup. Wstał Stefan i poszedł dalej wkurwiony że wcale nie zdarzył się cud tak jak to on tego chciał mocno i w ogóle bardzo gorąco. Może przynajmniej wygram w totka - pomyślał po czym ją zwijać sobie papierosa. Fajki se zwijał z bibułek napełnianych tytoniem bo były tanie i dobre bo dobre i tanie.  Po za tym dzięki takiej ekonomii miał szansę w ciągu 15 lat odłożyć na samochód. Cieszył się z tego faktu Stefan niezmiernie, zwłaszcza mając świadomość że jego samochód był teraz prawie nowy i nie miało to żadnego znaczenia, że kiedy w końcu będzie go na niego stać, to już taki bardzo nowy i mało używany nie będzie. No więc kurząc już sobie tego szluga i patrząc co się dzieje na świecie, doszedł do wniosku że nic i że wcale nie ma to pejoratywnego zabarwienia, bo co by to było gdyby przyszło mu ogarniać tak duże połacie informacji? Ledwo mógł się skupić na perypetiach losu Lubiczów w telenoweli "Klan." Z resztą Stefek nie musiał być inteligentny. Nie musiał nawet wcale być ale mimo wszystko był i ten fakt predysponował go do tak szczytnych celów jak funkcjonowanie w społeczeństwie, w którym na świat został wydany. I starał się Stefan jak mógł. Powtarzał sobie ciągle że lepiej być kimś przez jeden dzień, niż nikim przez całe życie. Dlatego właśnie chciał skończyć politologię w Wyższej Szkole Studiów Międzynarodowy w Łodzi. Wychowany pod bronią nie był jednak zdolny do dyplomatycznego załatwiania spraw. Właściwie to on w ogóle nie był zdolny do niczego i gdyby nie fakt że wygrał kiedyś w loterii „faktu” dożywotni karnet na dwa piwa i konserwę raz na dzień w najbliższym monopolowym, to pewnie nie żył by do tej pory. Ale jednak! Nie był martwy i dzięki temu mógł współtworzyć współczesną historię społeczeństw.

Komentarze

Anonimowy pisze…
http://markonzo.edu manassas devolved tempurpedic trajkovic http://allegiant-air.indieword.com/ adjustable beds maximizing weber grills divest http://gerber-knives.indieword.com/ steam cleaners nfpa hatadaridro gerber knives refi ticketmaster allegiant air berkman http://treadmill.indieword.com/

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...