Siedzę właśnie w domu i czekam na Lodzmierza i Ginusa. Wpadną tu około 20. Nie wiem co będą chcieli robić. Ginus ma jakieś tam oczekiwania w stosunku do mnie. Myśli że skoro mieszkam tu już rok to znam dużo osób i mogę szybko skręcić imprezę. Nakręciłem mu już jedną na jutro. A prawda jest taka że w szkole same cipki - każda się zajmuje czym innym prywatnie, połowa wyjeżdża na weekendy i generalnie zorganizowanie czegoś na hip, hip hurra jest niemożliwe. Przynajmniej nie w tych warunkach. Spoza szkoły znowu tak wielu osób nie znam. Nie zajmowałem się tym, spędzałem czas z moim Bachonem. Teraz już Bachon odchodzi w niepamięć więc pewnie sytuacja się zmieni. Tak sobie teraz pomyślałem że jednak jest parę osób z grupy które imprezują non-stop. Tylko że nie koniecznie lubię ich towarzystwo. No i jeszcze taki mały myk że mnie takie życie nie pociąga. Jutrzejsza impreza zadowoliła by mnie na cały weekend. Generalnie Lachonarium.
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze