Przejdź do głównej zawartości

Supreme Happynes - cz. I

Krok za krokiem posuwał się w głąb ciemnej katedry. Nie miał pojęcia skąd się tu wziął. Wiedział natomiast że idzie na spotkanie z przeznaczeniem. Egeria tak jej było na imię. W ciszy wydawało mu się że jego własne myśli są niezwykle dobrze słyszalne więc starał się nie myśleć. Tylko metaliczny odgłos jego kroków zdradzał jego obecność. Chłodne powiewy wiatru smagały jego strudzoną twarz. Czuł się wyczerpany i niemiłosiernie zmarznięty. Parł dalej między kolumnami przypominającymi zaklęte w kamień zjawy. Maszerował dalej mimo bólu w plecach, chrzęszczących kolan oraz ścierpniętych dłoni. Po przebyciu mniej więcej połowy dystansu dzielącego wejście od ołtarza poczuł jeszcze dotkliwszą falę zimna w tym samym momencie oślepił go błysk. Kiedy znowu zaczął rozpoznawać kształty otaczających go materii zorientował się że ktoś stoi przed nim. Otocznie zmieniło się; blask złotych kandelabrów nadawał całemu otoczeniu ciepłej atmosfery z całego otoczenia zniknęła gdzieś atmosfera grozy. Z otoczenia tak ale nie z jego serca. Patrząc na postać stojącą przed nim nadal nie potrafił odpędzić od siebie uczucia przenikliwego chłodu. – Egeria – rzekł niejako witając się ze zjawą. – Rubezal – odpowiedziała mu lodowato zimna twarz o czerwonych oczach. – Wiesz po co tu przybywasz?
- Aby wypełnić przeznaczenie jak mniemam – odparł Rubezal oschłym głosem.
- Czy wiesz także jaką cenę za to zapłacisz?
- Oddam życie jeśli będzie to konieczne. Nie zadawaj już więcej pytań Egerio. Nie po to tu przyszedłem.
- Spokojnie mój drogi. Wiesz przecież że na twych barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Nie powinieneś się śpieszyć. Pośpiech jest złym kompanem zwłaszcza dla tych którzy pragną dokonać żywota pod ciężarem Najwyższego szczęścia. Czy jesteś tego świadom
- Któż ma być świadom tego bardziej niż ja? Egerio, pamiętaj o tym co przeszedłem. W 5 lat po narodzinach, na moich oczach zginęli moi rodzice. Pod opieką kastylijskich żołnierzy nabrałem wprawy w szermierce, jedynej rzeczy którą praktykuje każdego dnia począwszy od tamtego tragicznego wydarzenia. W wieku 16 lat pomściłem śmierć moich rodzicieli to nie zabiło we mnie jednak bólu, wręcz przeciwnie – odczułem jeszcze większą pustkę. Zabiłem więc następne osoby w nadziei że mi to ulży. Nie ulżyło. Zagubiony, całe życie pałający żądzą zemsty nie umiałem robić nic innego – zabijałem więc dalej. Na zlecenie, bez zlecenia, czasami nawet niechcący. W wieku 29 lat spotkałem miłość swojego życia – Neferetiti. Niestety nie było nam dane być długo razem. Dopadło ją ostrze wrażej śmierci. Zabiłem i tych którzy chcieli się na mnie zemścić. Z każdym dniem w którym odcinałem komuś głowę czułem narastające uczucie chłodu. Dziś chłodem stałem się sam. Mam 69 lat niedługo wypełnią się moje dni. Proszę, pozwól mi zaznać szczęścia w życiu po raz drugi i ostatni. Nie chcę mieć w sercu tylko zniszczenia i pożogi.
- Świadoma jestem twojej przeszłości Rubezal. Pamiętaj jednak że zapłacisz za tą chwile radości więcej niż przebolałeś w całym swoim życiu. Uświadczysz wszystkiego tego czego byś chciał i stracisz ponownie – tak jak w życiu. Jednakże okazji do zemsty już nie zaznasz. W dniu w którym zginie twoje szczęście zginiesz i ty. Jeśli jesteś na to gotowy. Przejdź przez tamte drzwi.
Nim zrobił krok, znowu zgasły wszystkie kandelabry. Uczucie chłodu wzmogło w nim jeszcze bardziej był przekonany iż nie jest to już możliwe. Postąpił w kierunku drzwi. Jak zwykle starał się nie myśleć w ciszy aby nikt go nie usłyszał. Minął kolejne 13 kolumn i stanął przed drewnianymi drzwiami z wyrytym na nich napisem: „Szczęście to tylko stan umysłu” Nie zastanawiając się długo nad treścią przekazu wartkim ruchem otwarł je na oścież i postąpił w kompletną ciemność…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chciało mi się pisać.

Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...

Dualność

Piątek, samo południe, dach najwyższego budynku w mieście. Na krześle siedzi blond dziewczyna o niebieskich oczach. Jest przywiązana do krzesła, ma knebel w ustach. Wokół niej krąży nerwowo młody mężczyzna: wysoki, przystojny brunet. Trzyma w ręku nóż. W jego ustach rodzi się krzyk: -Jak mogłaś! – Łapie się za głowę, wyrywa z niej włosy. – Ufałem Ci! Pozwalałem na wszystko a ty i tak chciałaś więcej! Musiałaś się z nim przespać, tak? Byłaś dla mnie ucieleśnieniem wierności i czystości. Zawsze kiedy obnażałaś się przedmą czułem się jakbym wchodził do świątyni, z zażenowaniem przeżywałem każdą chwilę jakbym był niegodzien jej dostąpienia. Pragnąłem zawsze dać ci w zamian to wszystko czego chciałaś i czego potrzebowałaś. Czułem że tylko w ten sposób mogę ci się odwdzięczyć za mistycyzm piękna którym mnie obdarzyłaś. Ale nie! Tobie było mało! Gdy teraz patrzysz mi w oczy myślę ile czasu upłynie nim się wyrzygam. Zapragnęłaś wolności, tak? To teraz słuchaj. Słuchaj mnie uważnie bo będę osta...