... nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść. Bez żalu, gorzkich słów i nienawiści. Teraz rozpościera się przedemną nowa ścieżka. I mam nadziej kroczyć nią nie w samotności a z kimś bliskim. Z kimś bliższym niż do tej pory. Choć pozostanie w moim sercu na zawsze i nie wiem czy którąś pokocham bardziej to jednak coś się spieprzyło i trzeba powiedzieć sobie dość. I ja sobie to dość powiedziałem właśnie dziś, Basia już wcześniej. Jak doszło w końcu do takiego rozwiązania sytuacji i jak ta sytuacja wygląda opisze wam później. Nie dziś w każdym bądź razie. Za wcześnie na to. W każdym bądź razie miejcie to na uwadze iż coś się kończy lecz także coś się zaczyna...
- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...
Komentarze