Przejdź do głównej zawartości

Impresja Drezdeńska czyli Marzena - królewna zaprzeczenia.

Nie ma kresu miłość Twa. Miłość którą możesz dać.
Kiedy czujesz się tak niedoskonale
To wspaniale!
Być może ledwo żyjesz ale oddychasz…

I nie ma wątpliwości on jest w swoim pokoju
Pewnie ogląda porno z Twoich podbojów.
Już najwyższy czas.

A Ty ostatnia wychodzisz.
A Ty myślałaś że możesz zmienić świat
przez rozchylenie nóg.
To nie jest dalekie od prawdy.
Spróbuj w zamian rozdawać kopniaki.
A Ty myślałaś że możesz zmienić jego
Przez zmianę perfum na te w stylu jego Matki
Och Boże Marzena, czemu?
Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny…

W tym samym barze w którym uderzyłaś pięścią w stół
I powiedziałaś: Zakochałam się.
Wcale nie!
Jesteś tylko jeleniem dla tych którzy po Tobie jeżdżą!
I nie ważne co zrobię lub powiem.
Ten głupi chuj i tak na Tobie swą łapę położy

Jesteś nieuleczalną schizotyczką
No chyba że okres masz
I jeśli wrócisz do niego
To schowam w dłoniach twarz
Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny…
Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny…

O 4 rano w końcu zlazł
A Ty zadzwoniłaś
„Jestem u Daniela na ulicy numer trzy
A Ty nigdy nie zgadniesz co on właśnie zrobił mi?”
Czy to jest fakt?
Leszek Kran
Wpuścił Cię tylnymi drzwiami.
Ponownie posłużył się swoimi kartami.
Tonic i Gin – szybki grzdyl

Jesteś niemożliwa, Marzena – królewna zaprzeczenia.
I po siedmiu latach w reklamie dalej nie wiesz kto tu kłamie.

Jesteś nieuleczalną schizotyczką
No chyba że okres masz
I jeśli wrócisz do niego
Ukryje w dłoniach twarz.
On stłucze Cię jak poduszkę.
Jako schizotyczka nigdy nie zrozumiesz
Jeśli zabierzesz go do domu
Dostaniesz to na co zasługujesz.

Więc nie płacz Marzena
Wiąż żyjesz Marzena?
Potrzebujesz podwózki Marzena?
Zobaczmy jak szybko to może gnać…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...