Przejdź do głównej zawartości

So happy tohether...

Deszcz się na kałużach spienił, miało być inaczej
Miało się coś przecież zmienić, płaczesz
Wiatr czubkami drzew kolebie, łkanie czołga się po niebie
Tak bym chciał cię przestać kochać, szlochasz

Czasem zrzedzam mgły znad bagien, karminowe od poronień
Pokazałaś nagie krwawe dłonie
Prawda cię bez sądu grzebie i nad grobem twoim szydzi
Nie pomoże ci w potrzebie, tak chciał cię znienawidzić

Deszcz się na kałużach spienił, łzami nosisz zboże
Może się coś w końcu zmieni, może
Gorycz w oku, w naszym chlebie, zbudzi, znudzi wielu ludzi
Będą marzeń swych się wstydzić, tak chciał cię znienawidzić


Stan zawieszenia. Do jutra stan zawieszenia. A co? A co jutro? A jutro pewnie nic, albo prawie nic. No chyba że dasz mi w brzuch tortowym nożem, kochanie. I tak trwa ten teatrzyk którego celem jest to czego nie wiem i chyba żaden inny aktor też tego nie pojmuje. A miało być tak pięknie. A miało być tak pięknie...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wizje schizoidalne #1

- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...

Chcesz to Ci opowiem...

Umierałem sobie spokojnie. Leżąc po środku wsi. Umierałem sobie spokojnie, Nie wiedząc gdzie jesteś Ty. Umierałem sobie spokojnie. Wraz z słońcem zachodził mu świat. Umierałem sobie spokojnie. Ty żyłaś a umierałem ja. Umierałem sobie spokojnie. Była tak piękna pogoda. Umierałem sobie spokojnie. Choć Ty byłaś jeszcze młoda. Umierałem sobie spokojnie. Nie umiałem się więcej bać. Umierał spokojnie bez Ciebie. Samotny. Ach kurwa mać!
Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.