Przejdź do głównej zawartości

W oczekiwaniu na miłość

Pewnego plugawego dnia, pewien brzydki człowiek mieszkający w brzydkim mieszkaniu w najgorszej dzielnicy chujowego miasta postanowił że pójdzie na dziwki. Decyzja ta wydawała się jedyną słuszną i możliwą do podjęcia decyzją zważywszy na fakt iż ów brzydki człowiek tak mocno pragnął miłości a ta nie została zaplanowana w tegorocznym budżecie plugawego miasta. Jedyną drogą na spełnienie swoich emocjonalnych potrzeb było wydupczenie jakiejś cukierkowej laleczki w różowej spódniczce białym topie i pachnących pizdą majtkach w kolorze purpury. W plugawym mieście nie brakowało takich egzemplarzy a właściwie to występowały tam same takie dyskomatoły. Zdeterminowany aby zgasić w sobie płomień nadziei nasz główny bohater wziął plecak w garść i ruszył w miasto.
Kiedy mijał innych brzydkich ludzi z plugawego miasta wzbierała w nim złość. Każdy z nich miał coś czego można było mu zazdrościć a jednak każdy bez wątpienia był jesze gorszym otępiałym fiutem niż on. Po chwili marszu dotarł na przystanek mpk, zgromadzeni na nim ludzie drażnili go jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymał; złapał najbliższego człowieka za fraki i cisną nim o ziemie.
-Wypierdalaj stąd! – krzyknął – Ale już! – Biedny, na oko 17 letni chłopak w beznadziejnie nie pasujących mu pinglach podniósł się szybko i uciekł w podskokach.
- Wy też – ryknął do reszty przyglądających się całemu zajściu ludzi – spierdalajcie! To miasto to tylko ja – Ludzie usłuchali. Nie mieli najmniejszego powodu żeby tego nie zrobić. W końcu łysy kolo który kazał im to zrobić miał około 190cm wzrostu i pewnie tyle samo w barach. Nikt nie chciał ryzykować starcia z takim monsterem.


Kiedy dotarł na miejsce, do klubu zwanego Awangardą, nie musiał długo czekać na spełnienie swoich oczekiwań, wiedział dokładnie jak to wszystko działa. Podszedł do baru przy którym siedziała jedna czarnowłosa panienka. Wyróżniała się trochę z tłumu, jej długie kręcone włosy ładnie komponowały się z jej wspaniałym uśmiechem, w głębi duszy była jednakże takim samym kurwiszonem jak reszta kobiet w plugawym mieście. Spodobała mu się od razu, siadł obok i zamówił piwo w oczekiwaniu na które niby od niechcenia obracał na palcu brelokiem bmw do którego były przyczepione klucze od domu. Samochodu nie posiadał ale panna nie mogła o tym wiedzieć bo ukryte w dłoniach klucze były niewidoczne. Breloczek zrobił swoje. Panna wyszła do toalety, właściciel super wabika marki bmw poszedł za nią. Oboje znali rytuał. Wszedł gdy akurat stała tyłem, jedną ręką złapał ją za kark, drugą sięgną pod spódniczkę by wprawnym ruchem ręki zerwać jej figi. Ku jego zdziwieniu miały kolor czarny. Wziął ją od tyłu jak zwykłą szmatę, nie obchodziły go jej uczucia choć sam tak pragnął miłości. Analny stosunek sprawiał jej ból, zaczęła nerwowo się poruszać a przy tym niemiłosiernie jęczeć. Złapał ją za włosy pociągnął do siebie po czym z całej siły przyjebał jej śliczną główką o ścianę damskiego szaletu. Po ścianie stróżkami zaczęła płynąć krew. Gdy w końcu zaznał spełnienia, spojrzał na nią z pogardą. Osuwała się powoli na ziemie wymazana krwią, łzami oraz jego nasieniem.
- I tylko taką miłość mi możesz dać szmato. Żebyś chociaż miała IQ wyższe niż dwa. To może była by z nas para, choć w sumie sam nie wiem jak mógłbym się związać z taką pierdoloną kurwą jak ty. – Oznajmił po czym wyszedł. Wyszedł z toalety a potem z klubu. Wsiadł w autobus mpk i ponownie wysiadł na przystanku nieopodal jego domu. Obrócił się na piecie i podążył w kierunku swojego chujowego mieszkania. Nagle poczuł przeszywający ból w plecach. Przewrócił się. Padł na twarz. Po chwili poczuł jak ktoś podnosi go za kołnierz. Był to ten sam siedemnastolatek którym dwie godziny wcześniej cisnął o ziemię.
- I jak się czujesz teraz z kosą w plecach złamasie? – spytał chudy młokos – Nadal uważasz że to miasto to tylko ty? – Jego twarz znowu opadła na brudną, śmierdzącą spalinami i bóg wie czym jeszcze ulicę. Tak dobiegał kres jego życia. Był szczęśliwy że może w końcu umrzeć w końcu tam po drugiej stronie na pewno czekała na niego miłość jakiej pragnął. Nim ostatecznie dopaliła się w nim iskierka boża zdołał jeszcze usłyszeć histeryczny pisk opon oraz sygnał karetki pogotowia. Śmiał się z tego w duchu. Był szczęśliwy że tym skurwielom nie uda się już go uratować…

Komentarze

Anonimowy pisze…
powiedziałbym tak: "bardzo hardkorowa wersja kopciuszka" ale powiem tak: nie wiem co to jest ale zgadza się z opisem polskiej rzeczywistości...

Popularne posty z tego bloga

Chciało mi się pisać.

Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...

Dualność

Piątek, samo południe, dach najwyższego budynku w mieście. Na krześle siedzi blond dziewczyna o niebieskich oczach. Jest przywiązana do krzesła, ma knebel w ustach. Wokół niej krąży nerwowo młody mężczyzna: wysoki, przystojny brunet. Trzyma w ręku nóż. W jego ustach rodzi się krzyk: -Jak mogłaś! – Łapie się za głowę, wyrywa z niej włosy. – Ufałem Ci! Pozwalałem na wszystko a ty i tak chciałaś więcej! Musiałaś się z nim przespać, tak? Byłaś dla mnie ucieleśnieniem wierności i czystości. Zawsze kiedy obnażałaś się przedmą czułem się jakbym wchodził do świątyni, z zażenowaniem przeżywałem każdą chwilę jakbym był niegodzien jej dostąpienia. Pragnąłem zawsze dać ci w zamian to wszystko czego chciałaś i czego potrzebowałaś. Czułem że tylko w ten sposób mogę ci się odwdzięczyć za mistycyzm piękna którym mnie obdarzyłaś. Ale nie! Tobie było mało! Gdy teraz patrzysz mi w oczy myślę ile czasu upłynie nim się wyrzygam. Zapragnęłaś wolności, tak? To teraz słuchaj. Słuchaj mnie uważnie bo będę osta...