Przejdź do głównej zawartości

Come on baby light my frajer

Ona jest zwykłą kurwą. Ale nie taką kurwą która daje wsadzać sobie za stosowną opłatą. Ona jest z tych kurew co to byle z kim i byle komu bez oficjalnych opłat manipulacyjnych. I tak wychodzi na swoje. Drogie kolacje, luksusowe hotele i podarunki za obciąganie druta. Nigdy o żadną z tych rzeczy się nie dopomina, zawsze dostaje. Nie wybrzydza i dlatego jest wyjątkowa. Królowa kurew. Kurwa nad kurwami. Inne cichodajki kiedy zasmakują w tym co może im dać przeciętny lokalny biznesman porzucają spotkanie z „pospólstwem”. Jej to nie robi różnicy, byle żul z podwórka jest dla niej odpowiedni. Im więcej tym lepiej. Seks za kolacje za dwa kafle? Owszem. Walenie w dupę za dwa wina z kartonu? Czemu nie? Byle by poczuć fiuta w sobie i nie ważne w ustach czy w cipie, w dłoni czy w dupie. Ona po prostu uwielbia jak sperma zastyga i wysycha na jej ciele i ściąga jej skórę. To uczucie przyprawia ją o dreszcze, czuje się wtedy jakby młodniała w oczach. To daje nawet większą satysfakcje niż sam orgazm.

On jest lokalnym dresiarzem. Ma bogatych starych, jeździ bm’ką która ma opony tak szerokie jak jego kark Nigdy nie miał dziewczyny dłużej niż przez tydzień, prawie każda zostawia go po pierwszym razie. On tak bardzo pragnie miłości tylko że ponad nią stawia stosunki analne. Zaraz potem przychodzi miłość do marki bmw a na końcu miłość do kobiet które są uczynne. Uczynne to znaczy maja wymiary 90-60-90 i czynią go od czasu do czasu szczęśliwym. A szczęście ma się rozumieć to laska o poranku, laska po obiadku i walonko w odbytniczkę wieczorkiem.

Poznali się na imprezie u Niny. Polubili się od razu. On bo mógł zaznawać tego o czym zawsze marzył w dowolnej właściwie chwili i ona bo mogła robić to samo. Związali się ze sobą. Byli wierni niestety nie sobie tylko swoim zachciankom. Ona mimo tego że zapinał ją kilkakrotnie w ciągu dnia i sowicie jej to nagradzał dalej dawała się sobie spuszczać na twarz za soczek „owocowy tygrysek” lub garść gum kulek. To naprawdę nie miało znaczenia za co się jebała. Ważna była zasada: coś za coś, nigdy pieniądze. Za pieniądze to tylko zwykłe kurwy a ona taka nie jest. Ona uznaje tylko upominki choćby ktoś chciał spenetrować ją za garść piasku to oddała by mu się zaraz na plaży z której ów upominek miałby pochodzić. On natomiast mając powodzenie u lokalnych podfruwajek rypał wszystko co miało otwór i potrafiło się poruszać frykcyjnie. Licealistki, gimnazjalistki i studentki. Na pieska, perskie oko, 69 i te sprawy. Bez różnicy.

Czekacie pewnie drodzy czytelnicy na pointę? Spokojnie, jeszcze chwilkę. Jeżeli tak się zastanowić dobrze to coś musiało w końcu pójść nie tak? A i owszem. Ona zaszła w ciążę. Nie wiadomo z kim, nie wiedziała gdzie, nie wiedziała kiedy. On od razu zaproponował małżeństwo, ona się nie wahała. W końcu kiedyś trzeba się ustatkować. Niezłe dochody przynosiła im jego siłownia. Na tyle że ona po odchowaniu córeczki mogła podjąć studia. Zdała celująco. Jak mogło być inaczej skoro obciągnęła wszystkim profesorom doktorom i magistrom na wydziale? Lizała nawet pizdy niektórych wykładających tam kobiet. Po ukończeniu akademii medycznej otworzyła swój zakład dentystyczny gdzie stosowała nowatorski środek uśmierzający ból. Robienie pały przed zabiegiem to było coś ale tak naprawdę niepowtarzalną rzeczą było jebania się z pacjentem w czasie wykonywania zabiegu. W końcu zrobiła taką karierę że przyjeżdżali do niej notable z najdalszych stron świata. A co na to on? On dalej jebał wszelaki uczennice które tylko miały na to ochotę. Oboje dostali od życia to co chcieli. Jebali się ciągle i w dodatku mieli z tego pieniądze. Takie samonapędzające się koło. To co ona zarobiła na nierządzie on na nierząd wydawał. I żyli razem długo i szczęśliwie. Tylko mała córcia nie wytrzymała tego. Mając 14 lat dorosła do decyzji o odebraniu sobie życia. Nie mogąc ani być taką jak matka ani nawet znieść zachowania rodziców, mając w świadomości że jest dzieckiem nierządu podążyła w krainę miłości wprost w objęcia pana boga.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wizje schizoidalne #1

- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...

Chcesz to Ci opowiem...

Umierałem sobie spokojnie. Leżąc po środku wsi. Umierałem sobie spokojnie, Nie wiedząc gdzie jesteś Ty. Umierałem sobie spokojnie. Wraz z słońcem zachodził mu świat. Umierałem sobie spokojnie. Ty żyłaś a umierałem ja. Umierałem sobie spokojnie. Była tak piękna pogoda. Umierałem sobie spokojnie. Choć Ty byłaś jeszcze młoda. Umierałem sobie spokojnie. Nie umiałem się więcej bać. Umierał spokojnie bez Ciebie. Samotny. Ach kurwa mać!
Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.