Wczoraj wieczorem przysypiałem oglądając mecz. Basia zasnęła już wcześniej. Nagle przebudziła się, spojrzałem na nią i do strzegłem uśmiech. Niewiarygodnie ładny uśmiech. Dawno nie widziałem takiego wyrazu na jej twarzy. Wyszeptałem wtedy coś w stylu "co tam?" A ona obróciła się w moim kierunku z jeszcze ładniejszym uśmiechem i zaczęliśmy się całować. Boże jak było przyjemnie. Wsunąłem jej rękę pod koszulkę, błądziłem tak chwile po nierównościach mojego słoneczka. Po chwili przestaliśmy ona znowu obróciła się na drugi bok. Zatrzymałem ją, spytałem dlaczego skoro wcześniej nie chciała mnie nawet musnąć wargami. Wzruszyła ramionami. Oszołomiony, tak pragnący by to co było między nami wcześniej powróciło, zapytałem; "Wiesz w ogóle kim jestem? Kogo masz przed oczami?" Mrugnęła porozumiewawczo oczami, odparła; "Piotrka" - i położyła się spać. Parędziesiąt minut później po meczu spróbowałem ją znowu wciągnąć do zabawy. Udało się na chwilkę, było nawet przyjemnie z tym że dość nie naturalnie. Nieporównywalnie z tym pierwszym razem. Miałem ochotę na więcej, zapewniłem ją jednak wcześniej że nie posuniemy się do wiadomo czego. Mieszanka radości i niepokoju towarzyszyła mi do rana. Rano górę wziął jednak ból. Stwierdziła że nic nie pamięta, że się nie kontrolowała i wie tylko że się całowaliśmy bo uświadomiła to sobie jak kończyliśmy. Nie pamięta ani swojego uśmiechu, ani tego że mówiła mi kim jestem. Nie pamięta też że za drugim razem przyrzekłem jej że na pocałunkach się skończy. Kłamie? Śnił jej się ktoś inny? Nie możliwe nie nazwała by mnie po imieniu. Nie potrafię tego wyjaśnić. Tak tęsknie ze tym bo było wcześniej. Chce wierzyć że ów zdarzenie to prognoza nadejścia dla nas lepszych czasów. Najlepszych w historii naszego związku. Z pewnością będziemy jeszcze razem szczęśliwi. Razem, a nie osobno...
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze