Przejdź do głównej zawartości

Mistyczne wpomnienie

Wczoraj wieczorem przysypiałem oglądając mecz. Basia zasnęła już wcześniej. Nagle przebudziła się, spojrzałem na nią i do strzegłem uśmiech. Niewiarygodnie ładny uśmiech. Dawno nie widziałem takiego wyrazu na jej twarzy. Wyszeptałem wtedy coś w stylu "co tam?" A ona obróciła się w moim kierunku z jeszcze ładniejszym uśmiechem i zaczęliśmy się całować. Boże jak było przyjemnie. Wsunąłem jej rękę pod koszulkę, błądziłem tak chwile po nierównościach mojego słoneczka. Po chwili przestaliśmy ona znowu obróciła się na drugi bok. Zatrzymałem ją, spytałem dlaczego skoro wcześniej nie chciała mnie nawet musnąć wargami. Wzruszyła ramionami. Oszołomiony, tak pragnący by to co było między nami wcześniej powróciło, zapytałem; "Wiesz w ogóle kim jestem? Kogo masz przed oczami?" Mrugnęła porozumiewawczo oczami, odparła; "Piotrka" - i położyła się spać. Parędziesiąt minut później po meczu spróbowałem ją znowu wciągnąć do zabawy. Udało się na chwilkę, było nawet przyjemnie z tym że dość nie naturalnie. Nieporównywalnie z tym pierwszym razem. Miałem ochotę na więcej, zapewniłem ją jednak wcześniej że nie posuniemy się do wiadomo czego. Mieszanka radości i niepokoju towarzyszyła mi do rana. Rano górę wziął jednak ból. Stwierdziła że nic nie pamięta, że się nie kontrolowała i wie tylko że się całowaliśmy bo uświadomiła to sobie jak kończyliśmy. Nie pamięta ani swojego uśmiechu, ani tego że mówiła mi kim jestem. Nie pamięta też że za drugim razem przyrzekłem jej że na pocałunkach się skończy. Kłamie? Śnił jej się ktoś inny? Nie możliwe nie nazwała by mnie po imieniu. Nie potrafię tego wyjaśnić. Tak tęsknie ze tym bo było wcześniej. Chce wierzyć że ów zdarzenie to prognoza nadejścia dla nas lepszych czasów. Najlepszych w historii naszego związku. Z pewnością będziemy jeszcze razem szczęśliwi. Razem, a nie osobno...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...