Przejdź do głównej zawartości

Na kolanach

Wieczorem idę na trochę do Sylwii. Jest chora chce ją odwiedzić. Później sms gdzie jesteś. I odpowiedź że nie wraca na noc. Telefon -dlaczego?
- bo nie kursują autobusy
-jak nie, jest dopiero 9
-ale ja jestem zbyt pijana żeby pójść na autobus.

Co było dalej, może kiedyś o tym napisze. Nie teraz nie tak szybko. W każdym bądź razie chodzi o początek całego zajścia. Całej kłótni. Całej masakry którą okupiłem rozjebanym łóżkiem, potłuczonymi szafami i rozpierdoloną ręką. Jestem pełen nadziei. Wiem że wiele czasu musi upłynąć. Wszystkiego w życiu się człowiek musi nauczyć. Ja wielu rzeczy nie umiałem i nie umiem. Nie zauważyłem też nigdy jak bardzo to wszystko mogło wpływać na mnie i moje otoczenia. To z pewnością nie tak że wszystkie problemy są wyłącznie z mojego powodu, jednakże nie jestem w stanie wpłynąć na zachowanie innych. Jestem w stanie zmienić zachowanie swoje. Jeżeli nie uda się na nowo stworzyć coś czegoś wspaniałego, to nic. Zrobię wszystko żeby się udało. Nie będę pluł sobie potem w brodę. Zawsze będę mógł powiedzieć że próbowałem...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chciało mi się pisać.

Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...

Dualność

Piątek, samo południe, dach najwyższego budynku w mieście. Na krześle siedzi blond dziewczyna o niebieskich oczach. Jest przywiązana do krzesła, ma knebel w ustach. Wokół niej krąży nerwowo młody mężczyzna: wysoki, przystojny brunet. Trzyma w ręku nóż. W jego ustach rodzi się krzyk: -Jak mogłaś! – Łapie się za głowę, wyrywa z niej włosy. – Ufałem Ci! Pozwalałem na wszystko a ty i tak chciałaś więcej! Musiałaś się z nim przespać, tak? Byłaś dla mnie ucieleśnieniem wierności i czystości. Zawsze kiedy obnażałaś się przedmą czułem się jakbym wchodził do świątyni, z zażenowaniem przeżywałem każdą chwilę jakbym był niegodzien jej dostąpienia. Pragnąłem zawsze dać ci w zamian to wszystko czego chciałaś i czego potrzebowałaś. Czułem że tylko w ten sposób mogę ci się odwdzięczyć za mistycyzm piękna którym mnie obdarzyłaś. Ale nie! Tobie było mało! Gdy teraz patrzysz mi w oczy myślę ile czasu upłynie nim się wyrzygam. Zapragnęłaś wolności, tak? To teraz słuchaj. Słuchaj mnie uważnie bo będę osta...