Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2009

Chcesz to Ci opowiem...

Umierałem sobie spokojnie. Leżąc po środku wsi. Umierałem sobie spokojnie, Nie wiedząc gdzie jesteś Ty. Umierałem sobie spokojnie. Wraz z słońcem zachodził mu świat. Umierałem sobie spokojnie. Ty żyłaś a umierałem ja. Umierałem sobie spokojnie. Była tak piękna pogoda. Umierałem sobie spokojnie. Choć Ty byłaś jeszcze młoda. Umierałem sobie spokojnie. Nie umiałem się więcej bać. Umierał spokojnie bez Ciebie. Samotny. Ach kurwa mać!

Chuj above the water...

Nie zastanowiłem się zanim wszedłem do tego pomieszczenia. Teraz było już za późno i wydawało mi się że to bardziej pokój przechodzi przez mnie niż ja przez pokój. Ściany wokół mnie oddychały spokojnie śledząc mój każdy ruch. Były gotowe nachylić się nad mną i polizać mnie po plecach nie zwracając uwagi na wściekłość sufitu. Wiedziałem że musze się wydostać ale nie wiedziałem jak tego dokonać. Postanowiłem udusić się z własnej woli. Po prostu przestać oddychać. Mówi się że najbardziej zdeterminowani samobójcy wieszają się na klamkach. To nie prawda. Najbardziej zdeterminowanie obwiązują sobie szyję własnymi jajami. Moje postanowienie było gdzieś po środku. Nigdy nie rozumiałem czego do mnie chcesz i dlatego zapierodliłem się w taki stan w którym różowe wyziewy powietrza kłębiły się wokół bezładnie porozrzucanych wokół tkanek mózgowych. A może jednej tkanki w wielu kawałkach? Ciężko poznać. Może ktoś tak bardzo miał już dość że rozjebało mu łeb z nadmiaru myśli? Czasami zmęczenie materi...

Do Anny Emilii

Siedzę tu samotnie całkiem pośród czterech ścian. Widzę wszystkie gwiazdy w oknie Wiem nie jestem sam. Gdzieś na Ciebie księżyc łypie Pod tym samym niebem. Co robisz dokładnie teraz Tego dobrze nie wiem. Jest już dosyć późno w nocy Więc za pewne śpisz. A ja tu rozmyślam sobie Jak wyglądasz dziś. Tam pod bródką, tam na spodzie Małą bliznę masz. Leżysz pewnie sobie bokiem I w poduszce kryjesz twarz. Marzysz sobie o podróżach I o tym że ja Będę zawsze blisko Ciebie Na czym stoi świat. Ja za chwilę do snu także złoże się. Znów bez Ciebie rano witał będę blady dzień Znów zatęsknię za tym by Móc całować Twoją skroń Znów zatęsknię za tym by Poczuć Twoją woń. Nie chcę dłużej czekać, nie wiem Jak mam zabić czas? Wciąż się głowię co tu robić Myślę raz po raz. O miłości myślę ciągle Taka obca jest. Kiedyś wszystko było proste Teraz pragnę Cię. Jeśli zechcesz przyjedź do mnie Nim zapadnie zmrok. Nie mów nic i przytul czule Się do moich zwłok. Jesteś tym co daje życie Nie obawiaj się. Przytul mocn...

Niebieski Śmierć

Nadchodził z oddali, Nie wiedziałem co to jest, Kolor niebieski Pytam: Co to, kurwa jest? Jak sen jakiś. Nie wiedziałem co to znaczy. I zaskoczył mnie rankiem, Nie wiedziałem co to jest. Kolor niebieski. Czy to był tylko sen? Ponura plama. Czy to jest proszku reklama? Zrozumiałem, zrozumiałem Że to nadchodzi już mój kres. Przyjdzie zginąć, przyjdzie zginąć. Wyłem w trwodze jak ten pies. I stał się koniec. Rozdeptały mnie słonie.

And now for taste the things to come...

Są historie które snują się same. Same wymyślają się postacie. Same kształtują się ich charaktery. W powietrzu czuć zapach jaśminu, słońce grzeje mocno i razi w oczy. Ciepło przepełnia nasze serca. Są bajki które opowiadają się same. Jesteśmy w końcu Ty i ja. Jaką rolę odgrywamy? Dlaczego wciągając się wzajemnie do tego świata marzeń nie zdefiniować go na nowo, po naszemu? Wolna wola zesłana od Boga oznacza także to że możemy wybrać dobro. Pozbądźmy się zatem świata iluzorycznych wartości i umeblujmy go na nowo. Po naszemu. Stwórzmy miejsce w którym jest dość przestrzeni dla szczerości. W którym jest miejsce na Miłość. Stwórzmy miejsce w którym nie ma miejsca na paradygmaty zła, szyderstwa i cynizmu. Nie bójmy się nigdy przyznać przed sobą do swojej małości. Najprostsze pragnienia mogą być najlepsze jeśli tylko zrodziły się z wrodzonej dobroci której jest w nas pełno. Czasami najpiękniejszy sen się spełnia. Niemożliwe staje się możliwe. Kolejny raz dostaje od losu to o czym nie śmiał...

Oda do nikogo.

Nasz świat rozpoczął się wraz z bladym świtem. Ot tamtej pory brnął zawsze wspak. Mieliśmy spotkać się z nieba błękitem Lecz nastała czerń. Coś było nie tak. Zrodzeni niewinni lecz ktoś plunął pysk. Mieli być inni Ale czar prysł. Och jaki jestem religijny Kiedy tą dziewkę od tyłu rżnę W grzechu odczuwam satysfakcję Choć ciągle wiem że to grzech. Gdy widzę te wszystkie kurwy i bladzie Och! Panie daj mi do ręki ognisty miecz. Ja je rozpędzę czując odrazę. Na bladą ziemię znów tryśnie krew. Czasami jednak w swojej małości Pragnę ją jebać od tyłu co sił Nie potrzebuje do tego miłości Tylko tą kurwę od tyłu bym bił. Bo skoro robi z siebie dziwkę Ja także swoje potrzeby mam Żwawo zatańczę pod jej przygrywkę I zerżnę dziwkę jak zwykły cham. Zrodzeni o świcie lecz cofnięci w mrok Czekamy aż w końcu nadjedzie dzień Czekamy kiedy powróci znów światłość Światłość która rozproszy żywota cień.

Wizje Schizoidalne #12

Jaki to był dzień dokładnie nie pamiętam. Stałaś na chodniku taka niewinna i piękna. Od tamtej pory byłem Ci szoferem i nikim więcej. Spytałaś tylko czy wypada Ci jechać takim samochodem. Ten samochód był nie wart Ciebie. Zrodzona w znaku koziorożca, nad wyraz skromna i taka śnieżno biała. Ten kolor włosów zwą blond. Strażniczka wiedzy tajemnej. Pani pożółkłych kart. Zawsze urzekała mnie w ludziach umiejętność cieszenia się z rzeczy małych. - Patrz! - To oni? - Tak. -To dla nas? - Tak. - Jak pięknie. Łzy spływały Ci po policzkach. To były łzy szczęścia. Otoczona drucianym kołem, ściśnięta między fotelem a kanapą rozglądałaś się dokoła. To była krótka droga. To była metaforyczna droga. Droga z której nie wraca się już nigdy taką samą. Pozornie nie zmienia się nic. W rzeczywistości odmienia się wszystko. Niewidzialne kajdany spinają ręce. Piętno pręgierza przypisane dla każdego w imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Nie znając Ciebie mogę być bardziej spokojny. Mogę się o nic nie martwi...

Beznadziejne

Ulica była pusta jak tylko pusta ulica być może. Miasto spowijał mrok głuszony gdzieniegdzie wątłym światłem latarni. Wokół tylko cisza, chuj w dupę i wycie do księżyca. W taką noc jak ta kurewstwo się szerzy. Plugastwo postanawia wyruszyć na wycieczkę w nieznane i buszuje pustymi ulicami w poszukiwaniu swej ofiary. On chciał mieć dziewczynę czystą jak śnieg, o rumianych policzkach i nigdy nie jebaną. Taką pachnącą płatkami jaśminu, taką która promienieje radością każdego dnia a kiedy ma zły humor daje się pocieszyć zwykłym: „Hejże ha! Jutro będzie dobrze.” I było dobrze do chwili kiedy uzmysławiał sobie że tak właściwie to chciałby. Od samego chcenia jednak dzieci się nie rodzą a kurewstwo jest wszędzie i po trzykroć pal go sześć. A gdzie tu jest ta czystość? Gdzie ta świeżość z reklam winterfresh? Pragnienie bycia reklamą obezwładniało. Och tak! Być kolorową błyszczącą reklamą. Polewać sobie podpaski na niebiesko cały dzień. Palić malborasy bo to łączy się z przygodą. Spryskać się ...

Radosna twórczość częstochowsko-pożegnalno-prześmiewcza poniewczasie.

Im więc ej mija lat Tym częściej sobie myślę Że zamiast kochać Ciebie Mogłem utopić się w wiśle. Pomysł ten wraz sobą Taką korzyść niesie Że zamiast u Ciebie Zobaczą mnie w telekspresie. Wiesz dobrze ma miła Ty moje kochanie Że lepsze niż Ty Jest kleju wąchanie. Nie musze się gnębić Czy jesteś czy Cię nie mo? Zapuszczę se włosy I zostanę Emo. I na koniec tego Jeszce pointa taka Możesz na dobranoc Dać mi buzi w siusiaka

Wizje Schizoidalne #10

- Kurwa, jak tu ciemno! – Myślał sobie Geforce zamknięty w obudowie komputera. – Ach gdybym tak mógł pocałować piękną Herbatę! Tylko że piękna Herbata chodzi z Kamieniem! Nie rozumiem jak Herbata może wybrać kogoś takiego jak Kamień. Z resztą on jest teraz w dalekim Pakistanie a ja tutaj. – Geforce postanowił więc zorganizować wielką bibę w obudowie ATX z okazji swoich urodzin. Zaprosił wielu gości w tym swojego słynnego współpracownika Konia. Sam staną na straży toalet i zbierał za sranie po 1,50zł. Sześć kup w tygodniu to pięć dych na miesiąc. Nie zaimponował tym jednak pięknej Herbacie mimo że w końcu ją pocałował. Musieli się rozstać. Kamień dowiedział się o całym lizanku od Geforcea i też zostawił Herbatę. Herbata pokarana takim obrotem spraw postanowiła wyjść za mąż za leśnego gawędziarza. Geforce ze smutku znalazł sobie nową dziewczynę ale dla bezpieczeństwa nie widywał się z nią tylko pisał wiadomości na gadu-gadu. Nawet kiedy spotykali się przypadkiem starał się milczeć jak...

Impresje: Niewyparzony ryj

Kotek! Kotek, tylko żartowałem że Chcę napieprzać Ciebie pałą w łeb. Kotek! Kotek, tylko żartowałem gdy Chciałem Ci zajebać z w ryj. Teraz wiem jak czuła się Joanna Wiem jak czuła się Joanna Dar’c Gdy płomienie wzdłuż jej ciała szły I zaczęło topić się jej mp3. Niewyparzony ryj! Niewyparzony ryj uderza znów. I znów szlag trafił Prawo przynależności do ludzkiej rasy. Teraz wiem jak czuła się Joanna Wiem jak czuła się Joanna Dar’c Gdy płomienie wzdłuż jej ciała szły I zaczęło topić się jej mp3.

Wielka...

Deski. Zwykłe drewniane deski. To właśnie zobaczył zajączek po otworzeniu oczek. Deski które tworzyły dach jego domu. Widok jaki witał go codziennie dziś wydał mu się przygnębiający bardziej niż zwykle. „To już jest ten dzień” – pomyślał. Czternasty dzień miesiąca Nisan. Początek święta paschy. Koniec wielkiego tygodnia. Najgorsza niedziela w roku dla wielkanocnego zajączka do zadań specjalnych. Nie pomny tego wstał z łóżka jak co dzień. Jak co dzień zjadł śniadanie. Jak co dzień umył się pod kranem. Na stoliku leżała lista. Lista przesłana był z góry, z centrum kierowania życiem. Na liście widniały tylko trzy adresy. Tylko trzy adresy i tylko trzy nazwiska. Umabel 61 – Henryk Kwiatek Od samego rana pan Henryk był podekscytowany. To właśnie dziś był 14 dzień miesiąca Nisan. To właśnie dziś przychodził do niego króliczek wielkanocny. Jeden z niewielu radosnych dni jakie zostały w życiu emeryta. Doniosła chwila kiedy można było z kimś zmienić z kimś słowo. Wydaje się to tak niewiele ale...

Majowy dzień

To był ciepły majowy poranek I jak to bywa w takie poranki Ona była jego kochanką A on był jej kochankiem. I postanowili się kochać. I była miłość. Lecz jak to w miłości bywa, im ona trwa dłużej, tym bardziej kocha się niewiasta tym bardziej chłop się nuży I on postanowił już jej nie kochać I było dziecię Matka chowała je odtąd samotnie I była dlań bardzo sroga I choć było jej bardzo ciężko Pomogła jej miłość do Boga. I dziecię postanowiło kochać Boga I ojca nienawidzić A dziecię to wyrosło ze skrzywieniami Bo jakże miało być proste? Nie miało poglądów na stosunki z mężczyznami Miłości dawki postne I stało się kiedyś tak Że się pojawił tata Lecz nie był on sam Przywiózł dla córki brata I nastała konsternacja Tato dlaczego zostawiłeś mnie? Dlaczego z inną żyłeś? Przecież ja męczyłam się! Gdy Ty przy mnie nie byłeś. Ach córko! Kocham Cię! Nie wiedziałem o twoim istnieniu. Z mamusią twoją , ach Spędziłem czas na pierdoleniu Lecz córka wierzyć nie chce Że mamy on nie kochał Że on nie wied...

Wizje Schizoidalne #9

- Wydymaj mnie! Jestem dziewicą! - Wiesz, tego, bo mnie to dzisiaj głowa boli. - No dalej! Dymaj! Bo powiem koleżankom że masz małego. - Ja to może nie. Bliżej mi do domku z Mańką. Może kolega? Kolega ładny jest i nie z tego miasta. Mu wszystko jedno gdzie się obudzi. To jak? Wydymasz koleżankę? - Nie chcę kolegi. - Wiesz, ja nawet kiedyś chciałem. Pamiętasz jak byliśmy wtedy w liceum? Wtedy mogłem. Tam w łazience dla personelu. Na drugim piętrze. Ale teraz to się w ogóle śpieszę. Kolega do mnie w gości przyjechał. Przecież mu nie dam klucza żeby szedł sam. - No to chodźcie do mnie na wódkę! - Późno jest. - Idę sama. - Idź.

Wizje Schizoidalne #7

Przerażający dźwięk sygnałów karetki dało się słyszeć wszędzie. Histeryczny pisk opon na każdym zakręcie. Wysoki Roman dzierżył w dłoniach kierownicę wciskając gaz do dechy. Sam nie wiedział dlaczego to właśnie on siedział za kółkiem lecz pieścił je jak pieści się bibliotekarkę na zapleczu gdy ta po raz pierwszy pozwala na coś więcej. Gdy dojechał na miejsce zobaczył kwiat schnący na poboczu. Taki nie pozorny. Ot pierwsza lepsza maszkara. Do dziś nie wiadomo jak to się stało. Roman wyciągnął aparat położył się na ziemi i ów kwiat zaczął fotografować. Natomiast kwiat do niego przemówił: „Ożeń się z mną” i ożenił się z kwiatem który od tej pory kwitną. A inni byli wściekli że nie zerwali go wcześniej.

A ja myślałem że Waldek to zdrobnienie.

Wizje Schizoidalne #6

Jestem małym chłopcem. Mam 7 lat i jestem mocno zakochany. Kocham się w dziewczynce co też ma 7 lat i chodzi z mną do jednej klasy. I to jest miłość a nie pożądanie bo w wieku 7 lat się jeszcze nie pożąda kobiet. Uwielbiam patrzeć jak się złości na mnie najpierw tupiąc nóżką a następnie mimo wszystko się uśmiechając. A ja uwielbiając ten uśmiech wstaje z jej krzesełka i maszeruję w kierunku swojej ławki. Zawsze po dzwonku siadam na jej miejscu i czekam aż przyjdzie i powie: „Ej”, tupnie nogą i się uśmiechnie. To dla mnie największa radość. Mam 7 lat. Mam 14 lat i ta sama dziewczyna jest już tym co można nazwać piękną kobietą. Wygląda olśniewająco w czarnej sukience. Jej ciemne włosy tak pięknie się z nią komponują i z niby bransoletką na pól nagim ramieniu. Ona siedzi w ławce za mną. Wszystkim hormony uderzają do głowy i tylko z nią mogę normalnie rozmawiać a przy okazji napawać się jej pięknem. Mam 17 lat i jestem uczniem liceum. Stoję na balkonie u kumpla. Jest poranek po imprezie. ...

Wizje Schizoidalne #5

- Więc mam tą dziewczynę i… - Co z nią? - Ej, a może opchać ci lapka? Nowy, świeży prosto ze zjednoczonych emiratów arabskich! - Nie, dzięki. Powiedz lepiej co z tą dziewczyną. - Jest cudowna tylko że… To cud że tu dziś w ogóle z Tobą jestem. Ona nigdzie mnie nie wypuszcza. A jak już wypuści to dzwoni co 15 minut. O! Właśnie dzwoni. Poczekaj 15 minut. - Co ja w ogóle mam z nią robić? - Zmień ją! -Co? - Po prostu zmień ją!

Wizje Schizoidalne #4

- Jestem lepszy! - Co? - Zwyczajnie jestem lepszy. - W czym? - We wszystkim! - Nie możesz być lepszy od mnie we wszystkim. - Mogę! - W takim razie ja będę lepszy od Ciebie w byciu gorszym. - Ja też w tym jestem lepszy. - Wtedy nie będzie lepszy w reszcie. - Spierdalaj. Ja jestem najlepszy! Ja!

Say what You will... I am the kill

Puk, Puk! To ja! Wszechogarniające dobro! Przychodzę powiedzieć Ci… Czuję ciepło. Mam ciemność przed oczami i słyszę głos. Głos przemawia do mnie swoją jakże kojącą barwą. Dźwięczy gdzieś w przestrzeni przenikając mój umysł. „Puk, Puk!” – mówi. „Jestem wszechogarniającym dobrem” – mówi a ja słucham. Słucham i się boję… Przychodzę powiedzieć Ci abyś nie bał się śmierci Gdyż… Ona nie boji się Ciebie. Zrywam się z łóżka zlany zimnym potem. Jestem nigdzie. Jest ciemno. Jestem w swoim pokoju. Zaczyna ogarniać mnie spokój. Zegarek wskazuję 4:30 i w sumie nie ma sensu ani dalej spać ani chodzić w tą i z powrotem do rana. Spoglądam przez okno a słońce wschodzi. Tak jak każdego dnia. Chciałbym tak zachodzić razem z nim. Być tak piękny kiedy zgasnę. Ile jeszcze dni zostało w moim małym, smutnym życiu? Jeśli wierzyć w przepowiednie to nie więcej niż cztery lata. Czym je wypełnić? Jak odnaleźć siebie? Wychodzę w pół nagi na zewnątrz. Ziemia wita moje stopy chłodem. Jest zmarznięta i surowa. Traw...

Jak się można pomylić

16:51:46 bxxx ty 16:51:54 bxxx tak sobie dzisiaj myslalem i wymyslilem 16:52:10 bxxx ze AP juz nie ma takich opisow jak wczesniej co sie stalo? juz sie uspokoila? 16:52:27 bxxx ale ten dzisiejszy 16:52:41 bxxx z toba wszystko mi pasi 16:52:51 qq4 (qq4@tlen.pl) syf 16:52:59 bxxx ;d lol szkoda mi jej a wydawala sie taka mila ;d

Zainspirowany twórczością pewnej pani na fotka.pl

Czekałem na Ciebie w progu A Ty jebnęłaś mi drzwiami. Ot tak po prostu - za nic! Teraz boli mnie głowa. Z bólu wciąż szlocham. I choć mam na skroni trzy szwy To i tak Cię kocham! Nie ma takiej siły na świecie Ani nigdzie indziej Bym przestał o tym marzyć Że zerznę Cię w windzie. Ty jesteś moją mroczną damą. W snach widzę wciąż Jak napierdalasz mnie od roweru ramą! I nie ma końca droga ta I nic mnie nie zrujnuje Wiem że gdy będę cierpliwy To chujem Cię spałuje.