Przejdź do głównej zawartości

Say what You will... I am the kill

Puk, Puk!
To ja!
Wszechogarniające dobro!
Przychodzę powiedzieć Ci…


Czuję ciepło. Mam ciemność przed oczami i słyszę głos. Głos przemawia do mnie swoją jakże kojącą barwą. Dźwięczy gdzieś w przestrzeni przenikając mój umysł. „Puk, Puk!” – mówi. „Jestem wszechogarniającym dobrem” – mówi a ja słucham. Słucham i się boję…

Przychodzę powiedzieć Ci abyś nie bał się śmierci
Gdyż…
Ona nie boji się Ciebie.


Zrywam się z łóżka zlany zimnym potem. Jestem nigdzie. Jest ciemno. Jestem w swoim pokoju. Zaczyna ogarniać mnie spokój. Zegarek wskazuję 4:30 i w sumie nie ma sensu ani dalej spać ani chodzić w tą i z powrotem do rana. Spoglądam przez okno a słońce wschodzi. Tak jak każdego dnia. Chciałbym tak zachodzić razem z nim. Być tak piękny kiedy zgasnę. Ile jeszcze dni zostało w moim małym, smutnym życiu? Jeśli wierzyć w przepowiednie to nie więcej niż cztery lata. Czym je wypełnić? Jak odnaleźć siebie?
Wychodzę w pół nagi na zewnątrz. Ziemia wita moje stopy chłodem. Jest zmarznięta i surowa. Trawa zabawnie mnie łaskocze. W powietrzu unosi się zapach świeżości przywiany z nad jeziora. Delikatne pastelowe barwy z nad horyzontu zaczynają zarysowywać kształty wszechświata. Chciałbym iść na wprost przed siebie przez pola zboża wprost do jeziora i utopić się w tym całym pięknie. Najwyższe poświecenie dla piękna – śmierć i jakże to wszystko bez sensu.
Zadziwiające jest jak długo możemy trwać w otępieniu nie zastanawiając się nawet nigdy nad tym że coś jest nie tak. Żyjemy z dnia na dzień. Nasze dni wypełnione są zabawą która niezbędna jest dla rozwoju. Na początku przed wszystkim fizycznego. Z czasem także psychicznego i w miarę jak dorastamy zabawy przybierają na obrotach. Każdy bawi się jak chce. Jedni poprzestają na pokazywaniu cycków na imprezie inni zatracają się dalej w nicości. Aż w końcu nie ma już więcej gór na które można by się wspiąć i pozostaje już tylko śmierć. Trzeba umrzeć by móc narodzić się na nowo.
W ten sam sposób umrzeć muszę ja. Pożegnać się z tym co mi znane aby wyruszyć w nowy rejs. Poznać to co do tej pory wydawało się nierealne. Zobaczyć twarze do tej pory niewidziane. Odkryć postawy których do tej pory nie znałem. Przekroczyć granice absurdu jakiej nie zna nikt. I oto ja w marcowy piękny poranek zachodzę podczas gdy słońce wschodzić. Moje płuca wypełniają się wodą przez co nie mogę oddychać. Z resztą nie muszę już oddychać. Oto nadchodzi świat w którym tlen nie jest potrzebny. Dzień dobry! A wam? A wam do widzenia…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...