Przejdź do głównej zawartości

Beznadziejne

Ulica była pusta jak tylko pusta ulica być może. Miasto spowijał mrok głuszony gdzieniegdzie wątłym światłem latarni. Wokół tylko cisza, chuj w dupę i wycie do księżyca. W taką noc jak ta kurewstwo się szerzy. Plugastwo postanawia wyruszyć na wycieczkę w nieznane i buszuje pustymi ulicami w poszukiwaniu swej ofiary.

On chciał mieć dziewczynę czystą jak śnieg, o rumianych policzkach i nigdy nie jebaną. Taką pachnącą płatkami jaśminu, taką która promienieje radością każdego dnia a kiedy ma zły humor daje się pocieszyć zwykłym: „Hejże ha! Jutro będzie dobrze.” I było dobrze do chwili kiedy uzmysławiał sobie że tak właściwie to chciałby. Od samego chcenia jednak dzieci się nie rodzą a kurewstwo jest wszędzie i po trzykroć pal go sześć. A gdzie tu jest ta czystość? Gdzie ta świeżość z reklam winterfresh?

Pragnienie bycia reklamą obezwładniało. Och tak! Być kolorową błyszczącą reklamą. Polewać sobie podpaski na niebiesko cały dzień. Palić malborasy bo to łączy się z przygodą. Spryskać się axe i uciekać przed tabunem napalonych dziewic. To marzenie większe niż najlepsze obietnice z Koranu. To nawet uczucie wspanialsze niż wyobrażanie sobie siebie w lśniącej zbroi, z ogromnie długim pejczem, smagającym nagie ciało umęczone koroną z cierni i ciężarem krzyża. Reklama niesie z sobą czystość i sterylność. Nawet jeżeli właśnie bakterie zaatakowały Twoją toaletę zawsze na końcu zjawia się WC Piker i ratuje dzień. Żadna z historii nie trwa dłużej niż minuty pół i każda kończy się happy endem. Nieustająca reinkarnacja gdzie śmierć niesie radość nieskończenie podobną do orgazmu. I tylko losowanie totolotka jest odrobinę spedalone bo kulki się dotykają.

Pustymi ulicami miasta, w najciemniejszą noc wędrował smutek. Snuł się z kąta w kąt i w zasadzie wszystko miał w dupie. Było mu po prostu żal. Gdzie się podziały te kobiety czyste jak śnieg? Gdzie jest ten rumieniec na twarzy? Gdzie jest ta która rumieni się gdy pokazuje Ci kolano. Czy jeszcze można wierzyć w to że to taka niewinność?

Gdy kota nie ma w domu myszy harcują. Dziś siły ciemności urządzają sobie bal. Siły ciemności to Ty i ja. Kroczymy pośród światła niosąc z sobą mrok. Wokół same papierowe twarze. Dookoła kserokopie dnia wczorajszego. Za nami już tylko cień. Strefa mroku. Mrok rozjaśnia tylko blask płomieni. Wokół płoną papierowe dziwki. Dzień do dnia podobny. Dla urozmaicenia dajesz dupy od czasu do czasu. Jak się dobrze oprzesz łokciami to możesz to zrobić na maszynie do ksero. Kolejna odbitka dnia codziennego.

Wieszczył Jan nadejście cie czterech jeźdźców apokalipsy. „I widziałem, a oto koń biały, a ten, który na nim siedział, miał łuk, i dano mu koronę, i wyszedł jako zwycięzca, ażeby zwyciężał.” – Pierwszy jeździec był zwycięzcą. Drugiemu imię wojny nadano; „A gdy otworzył wtórą pieczęć, słyszałem wtóre zwierzę mówiące: Chodź, a patrz!
I wyszedł drugi koń rydzy; a temu, który na nim siedział, dano, aby odjął pokój z ziemi, a iżby jedni drugich zabijali, i dano mu miecz wielki.” Trzeci z jeźdźców zwiastować miał głód: „A gdy otworzył trzecią pieczęć, słyszałem trzecie zwierzę mówiące: Chodź, a patrzaj! I widziałem, a oto koń wrony, a ten, co na nim siedział, miał szalę w ręce swojej. I słyszałem głos z pośrodku onych czworga zwierząt mówiący: Miarka pszenicy za grosz, a trzy miarki jęczmienia za grosz; a nie szkodź oliwie i winu.” Czwarty jeździec jako jedyny w przepowiedni całej z imienia został nazwany: „A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: Chodź, a patrzaj! I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było Śmierć, a Otchłań mu towarzyszyła; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie.” A kiedy nie będzie już nic po wtóre będzie mogła nastać czystość.

Kiedy nastaje ciemność wszystko staje się dwuwymiarowe. Człowieczeństwo nie została dana zdolność do odróżniania tego co niesie za sobą wartość a co zrobione jest z tektury i jałowe. W sprzyjających warunkach może się ów biedny człowieczyna domyślić co jest czym lecz trwa to tylko do zapadnięcia zmroku a ten zapada szybko. Wypełnia kolejne pomieszczenia zupełnie jak alkohol przesączając się przez tętnice. Na taki rodzaj zmroku nawet noktowizor nie pomoże. Całe zło można wyrzygać z siebie bądź ewentualnie strawić. Taka jest cena przejścia na drugą stronę. Choć na chwilę. Zgłuszyć sumienie. Otępić się i otumanić a może łatwiej będzie wtedy zerznąć sąsiadkę. Sąsiadka w końcu robi to samo w tym samym celu. A może to jest właśnie miejsce na miłość?

Nierozerwanie prawo moralne współistnieć musi z prawem natury. Kiedy miasto jest spowite zmrokiem prawo natury mówi że chce się jebać a prawo moralne że jeśli nie jest to wybranka Twojego życia to lepiej żeby nikt o tym nie wiedział lecz nawet kiedy jest dzień i luba twa jest skora do pieszczoty możesz się porzygać z nadmiaru całej tej dobroci. Tak głosi prawo moralne. Jedz czekoladę ino z pazłotkiem razem albowiem jeśli zasmakuje Ci ona zanadto to napieprzać się możesz do granic wytrzymałości swojej a potem wszystko zwrócisz albowiem w naturze ginąć nic nie może. Tu się nasuwa pewne podobieństwo faktów nawet. Zawsze jest jakiś mechanizm obronny. Zastosowanie może być zgoła mylne. Jeśli uprawiasz seks to aż do orgazmu wtedy wiesz że należy skończyć stosunek. Czyż nie powinieneś jeść zatem aż się porzygasz?

Kiedy zapada zmrok zawsze można liczyć na to że potem stanie się światłość. Zawsze można mieć nadzieję że kiedy to się stanie odnajdziesz drogę. Nie będziesz już płodził ciężkostrawnych i niezrozumiałych tekstów niegodnych nawet czytania, jednowymiarowych, pompatycznych czasami i banalnych jak zwykle. Zawsze możesz mieć nadzieję że odnajdziesz trzeci wymiar swojej osobowości i będzie ona pełna. Nadzieję na wyjście z mroku mieć trzeba bo skoro się w nim znalazłeś to tylko po to byś bardziej mógł docenić to co nieskalane. Nadzieję mieć trzeba zawszę bo bez niej nie da się żyć. Bez nadziei Twoje życie jest beznadziejne.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...