Przejdź do głównej zawartości

Wielka...

Deski. Zwykłe drewniane deski. To właśnie zobaczył zajączek po otworzeniu oczek. Deski które tworzyły dach jego domu. Widok jaki witał go codziennie dziś wydał mu się przygnębiający bardziej niż zwykle. „To już jest ten dzień” – pomyślał. Czternasty dzień miesiąca Nisan. Początek święta paschy. Koniec wielkiego tygodnia. Najgorsza niedziela w roku dla wielkanocnego zajączka do zadań specjalnych. Nie pomny tego wstał z łóżka jak co dzień. Jak co dzień zjadł śniadanie. Jak co dzień umył się pod kranem. Na stoliku leżała lista. Lista przesłana był z góry, z centrum kierowania życiem. Na liście widniały tylko trzy adresy. Tylko trzy adresy i tylko trzy nazwiska.

Umabel 61 – Henryk Kwiatek


Od samego rana pan Henryk był podekscytowany. To właśnie dziś był 14 dzień miesiąca Nisan. To właśnie dziś przychodził do niego króliczek wielkanocny. Jeden z niewielu radosnych dni jakie zostały w życiu emeryta. Doniosła chwila kiedy można było z kimś zmienić z kimś słowo. Wydaje się to tak niewiele ale tylko dla kogoś kto ma z kim porozmawiać. Pan Henryk mógł jedynie wymienić kilka uwag na temat pogody z listonoszem który co miesiąc przynosił mu rentę. Mógł się uśmiechnąć do pani ekspedientki w sklepie spożywczym, czy do dzieci w parku gdy te się bawiły nie opodal jego ulubionej ławki. W gruncie rzeczy był on jednak sam. Czasami próbował do kogoś zagadać ale ludzie tak się dziwnie na niego patrzyli że zaprzestał tych praktyk. Ciężko jest próbować każdego dnia nawiązać znajomość gdy ktoś patrzy na Ciebie z miną: „Niech ten stary dziad już skończyć gadać i się od mnie odczepi.” Rodziny Henryk Kwiatek nie miał. Żona zmarła dawno temu zanim zdążyli mieć jeszcze dzieci. Poznali się późno. Późno pobrali. Za późno wyryto u niej nowotwór. Tak więc czekał pan Henryk na wizytę zajączka. Co rocznego przyjaciela który wstępował z wizytą.

Zajączek przed wejściem otarł łzy. Odetchnął głęboko. Powietrze pachniało wiosną. Zapukał do drzwi. Drzwi otworzyły się momentalnie tak jakby już od dawna go oczekiwano. „Dzień dobry zajączku! Witaj! Witaj! Jak miło Cię widzieć! Co słychać w centrali kierowania życiem? Dalej macie ręce pełne roboty? A u mnie? U mnie po staremu. Siedzę sobie tu sam. Patrzę przez okno. Podziwiam życie. Czasami włączę sobie Polsat cyfrowy. Mam bardzo dobry cydr! Napijesz się cydru Zajączku?” Zajączek napił się cydru. Jemu też zrobiło się lżej na sercu. Gawędzili razem długo. Zajączek patrzył na pomarszczoną twarz swojego wielkanocnego przyjaciela. Nie mógł nie zauważyć jego drżących dłoni dopełniających kolejną miarkę jabłkowego napoju. Nie mógł nie dostrzec że jak zwykle przeszklone oczy są z roku na rok coraz bardziej martwe. Płomień który tlił się w nich kiedyś, dziś już coraz bardziej przygasał. Każdy kto widział te oczy był pewien że prędzej czy później ten płomień zgaśnie. Zajączek wiedział że będzie to prędzej…

…i gdy odstawiał szklankę spojrzał jeszcze raz przed siebie. Spojrzał przez okno na świat, na ludzi, na całą tą przestrzeń i rzekł…

„Miłość…”

Po czym usuną się na ziemię i zasną na wieki. Zajączek wiedział iż napiszą o nim jutro w gazecie że zmarł samotnie w swoim mieszkaniu. Wiedział też że nie będzie to do końca prawda. Najważniejsze było jednak to że nie miało to znaczenia dla Henryka Kwiatka.

Szpitalna 6 – Natalia Kawa

Wizyta numer dwa tego dnia. Szpital. Odział Onkologiczny dla dorosłych. Wizytowana Natalia ma dopiero 9 lat. Przebywa na oddziale dla dorosłych ze względu na brak miejsc i ogólne przepełnienie placówek dziecięcych. Królik nie może wyjść z podziwu ile radości jest w tej małej dziewczynce o kruczoczarnych niegdyś włosach. Cieszy się każdą chwilą która jej pozostała. „Króliczku! Jakie ty masz mięciutkie futerko! Mógłbyś udawać moje włoski!” Króliczek zwija się w kłębek. Dziewczynka wkłada go sobie na swoją łysinę i podziwia swoje odbicie w lustrze. „Króliczku! Jak nam razem do twarzy! Króliczku! Jak wrócę do szkoły to może będziesz chodził z mną! Co? Proszę! Tylko do czasu aż odrosną mi moje prawdziwe włoski. Proszę!” Króliczek się oczywiście zgadza. Niestety wie że to obietnica której nigdy nie będzie dane mu dotrzymać. Mimo to stara się uśmiechać. Nie chce psuć jej zabawy. To jej bardzo dobry dzień jest w stanie poruszać się o własnych siłach. Od rana odwiedza ją rodzina i bliscy. Szczęście zdaje się unosić wszędzie wokół.

Kiedy wychodzi dziewczynka przewraca się na bok. Zaczyna kaszleć. Poduszkę pokrywają plamki krwi wydobywające się z jej ust razem z powietrzem. Elektrokardiogram wydaje z siebie przeraźliwy jednostajny pisk. Korytarzem biegnie personel medyczny.

Za późno.

Zielona nie wiadomo ile – Anonimowy

„Zającu to Ty? Tak mi smutno! Tak mi źle! Nie potrafię nic sensownego napisać! Szukam kontaktu ze światem a ten się urywa w nicości. Święta to czas rodzinny? A co to za pieprzenie zającu! Kogo obchodzi to że to czas odrodzenia? Jajka malują ,kurwa jego mać! Nie wiedząc nawet że to pogański zwyczaj którego ich „własny” kościół nie umiał wyplenić więc go zaadoptował do własnych potrzeb. Kiedyś ich przodkowie biegali z dzidami po lesie czcząc wszechmocnego Peruna i światowida a dziś najchętniej widzieli by Ciebie na krzyżu zaraz obok Chrystusa za to tylko że myślisz inaczej niż on! Zającu! Oni nienawidzą za to że w ogóle myślisz”
- „Jakich to bliżej nieokreślonych onych masz na myśli?”
-„No tych! Ich! Tych co tak robią”
- „Dajże już spokój!”
-„Nawet Ty zającu jesteś jakąś wymyśloną pierdołą dla mas! Co zmartwychwstanie ma wspólnego z zającem?”
- „A jednak przyszedłem tu do Ciebie robiąc co do mnie należy. Szukając spełnienia i radości serca wypełniam wolę nieba czy też Centrum kierowania życiem jak niektórzy wolą to określać. Nie wiem tak naprawdę kto tam jest i co tam jest. Mam czyste serce i postępuję zgodnie z sumieniem. Jeśli to nie zaprowadzi mnie tam gdzie są wiecznie zielone łąki to trudno. A te wszystkie jaja są dla baranków bożych co nie potrafią inaczej. Tylko jak to jest że raz na jakiś czas musi mi się trafić taki cholerny baran jak Ty który i z tym nie potrafi nic zrozumieć.” – Zajączek w tym momencie trzasną drzwiami.

- „Więc mam robić to co do mnie należy i niczym się nie przejmować?” – Anonimowy wstał z ziemi. Nieład na jego głowie odzwierciedlał to co działo się w środku. Włosy sterczące, każdy w inną stronę były jak myśli które przenikały się uciekając do nikąd. Długo myślał aż w końcu postanowił. Jajko symbolizuje nowe życie. Wielkanoc to święto odrodzenia. Dziś i ja się odrodzę. Będę nowym lepszym człowiekiem! Albo nie! Będę zającem! Wielkanocnym zającem do spraw zadań specjalnych.

…i wziął na siebie ten ciężar…

Drogi czytelniku! Jeżeli dotarłeś aż tutaj to przed wszystkim pragnę Cię przeprosić za jakoś tego co napisałem. Teraz będzie już krótko. Wesołych i pogodnych świąt wielkiej nocy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...