Przejdź do głównej zawartości

Oda do nikogo.

Nasz świat rozpoczął się wraz z bladym świtem.
Ot tamtej pory brnął zawsze wspak.
Mieliśmy spotkać się z nieba błękitem
Lecz nastała czerń. Coś było nie tak.

Zrodzeni niewinni
lecz ktoś plunął pysk.
Mieli być inni
Ale czar prysł.

Och jaki jestem religijny
Kiedy tą dziewkę od tyłu rżnę
W grzechu odczuwam satysfakcję
Choć ciągle wiem że to grzech.

Gdy widzę te wszystkie kurwy i bladzie
Och! Panie daj mi do ręki ognisty miecz.
Ja je rozpędzę czując odrazę.
Na bladą ziemię znów tryśnie krew.

Czasami jednak w swojej małości
Pragnę ją jebać od tyłu co sił
Nie potrzebuje do tego miłości
Tylko tą kurwę od tyłu bym bił.

Bo skoro robi z siebie dziwkę
Ja także swoje potrzeby mam
Żwawo zatańczę pod jej przygrywkę
I zerżnę dziwkę jak zwykły cham.

Zrodzeni o świcie lecz cofnięci w mrok
Czekamy aż w końcu nadjedzie dzień
Czekamy kiedy powróci znów światłość
Światłość która rozproszy żywota cień.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wizje schizoidalne #1

- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...

Chcesz to Ci opowiem...

Umierałem sobie spokojnie. Leżąc po środku wsi. Umierałem sobie spokojnie, Nie wiedząc gdzie jesteś Ty. Umierałem sobie spokojnie. Wraz z słońcem zachodził mu świat. Umierałem sobie spokojnie. Ty żyłaś a umierałem ja. Umierałem sobie spokojnie. Była tak piękna pogoda. Umierałem sobie spokojnie. Choć Ty byłaś jeszcze młoda. Umierałem sobie spokojnie. Nie umiałem się więcej bać. Umierał spokojnie bez Ciebie. Samotny. Ach kurwa mać!
Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.