Przejdź do głównej zawartości

Purity

Jerry was a race car driver
And he drove so goddamned fast
He never did win no checkered flag
But he never did come in last


Wietrznie było tego dnia i w ogóle jakoś tak mroźnie i zimno. Ptaki gdyby mogły też dresy bo nosiły w taką pogodę a przynajmniej takie wnioski można by wysnuć obserwując ich niewyraźne loty nad Swędziworami. Ciszę nad lokalną rzeczką budził tylko odgłos grupki dresów popijających piwko.
- Ciekawe co Franek robi z tą swoją cipką na tych kanarach.
- Jak to co? Pewnie się grzmocą dzień i noc.
- Też chciałbym mieć kiedyś taką dupe
- To zacznij chodzić na siłownie!
- Się na zakupy wybierz. Kiedy łańcuch masz na klacie każda laska ściąga gacie, każda laska pęka z dumy gdy ją jebiesz w dresie pumy, każda panna dymać da się gdy to robisz w adidasie.
- Ha, ha, ha, ha – roześmiały się dresy. I pewnie ta sielankowa konwersacja trwałaby w najlepsze gdyby nie fakt że z ze winkla nadszedł Jerry i jego dziarski pomagier. Wyszedł, stanął na niewielkim wzniesieniu i się przywitał:
- Serwus czopy! Jam jest Jerry race car driver! Za chwilę zapodam wam z kałacha w oczy po czym na bonus spalę nery lutownicą. - Z trudem powstrzymywał śmiech gdy tak na nich patrzył. – I co teraz? – Zapytał jego dziarski pomagier. – Jak to co? – odparł – Zajebiemy skurwysynów!
- Ale tak nie można! Przecież część z nich może być wiernymi sługami Pana Boga. Jak mamy rozróżnić którzy to są Ci dobrzy a którzy źli?
- A po co rozróżniać? Zajebiemy wszystkich a Ojciec Wszechmogący już swoich wyłapie.
- Nie! Stanowczo protestuje. – mówiąc to podszedł do jednego z nich i pyta: Uprawiasz jakiś sport?
- Tak baseball. Tylko ostatnio nie bo mi się kij na dyskotece połamał.
- Nie no miałeś rację. Zajebmy ich wszystkich.
Kule zaczęły świszczeć w powietrzu, ptaki na niebie szczebiotały w rozpaczliwych tonach jak gdyby wiedziały co się dzieje. Dziurawione kulami korpusy młodych mężczyzn wybuchały krwią, ich piękne dresy przemieniały się w postrzępione szmaty. Jerry w ciemnych małych okularkach mierzył precyzyjnie nie zwalniając uścisku ze spustu. Przed oczami miał małą dziewczynkę, szczęśliwą dziewczynkę. A małe dziewczynki przecież nie mogą być szczęśliwe w świecie w którym nie można spokojnie spacerować brzegiem rzeczki żeby nie natknąć się na chlejącą piwo hołotę. Po chwili było już po wszystkim. Jerry i jego dziarski pomagier Andrzej schowali broń pod swoje palta, wytarli spocone mordy i poszli spokojnie do pobliskiego baru o wdzięcznej nazwie „Okruszek”
- Tu właśnie, mój dziarski pomagierze, będziemy świętować dzisiejszy triumf nad plugastwem tego świata – powiedział Jerry wygodnie rozsiadając się za stolikiem – bo nie można przymykać oczu na całe to kurestwo które trawi ten świat. Barman! Butelkę czystej i mleko!
- Tak.
- Andrzeju mój pobratymco, ty zawsze byłeś lakoniczny ale choć w tak wzniosłej chwili mógłbyś powiedzieć coś więcej niż tylko oschłe: tak.
- Tak.
- Chcesz mnie wkurwić?
- Może troszeczkę. Zastanawia mnie tylko jeden fakt: skoro zabijamy to czy nie stajemy się jednością z tym całym jak to określiłeś plugastwem?
- Andrzeju. Kiedy wstępujesz na ścieżkę zemsty nie tylko łatwiej jest ci uwierzyć w istnienie boga ale także w to iż jesteś jego bezlitosnym narzędziem które wypełnia jego wolę. Rozumiesz?
- Rozumiem – powiedział Andrzej choć tak naprawdę nic nie zrozumiał. Wódka zaczynała krążyć w jego krwi. Irlandzka muzyka oraz czarno zielone barwy przywodziły mu na myśl stare dobre czasy kiedy to wykładał kafelki na uniwersytecie gdańskim
- Jerry, wiesz co?
- Co?
- Kocham cię jak Irlandie.
- Przecież ty wcale nie kochasz Irlandii.
- No więc właśnie ciebie też nie.
- No to dziękuje ci bardzo
- Co dziękuje? Co dziękuje pytam. Podziękujesz jak wypijesz! Barman… - I tak sobie pili aż do godziny 23:47 Kiedy to wyszli z „Okruszka” po uprzednim dokładnym spenetrowaniu ów meliny zasnutej dymem i zasmrodzonej potem. Zmierzali sobie w kierunku swojej dzielni kiedy to ujrzeli piękną, młodą, blondwłosą dziewoję. Dziewoja ta rozejrzała się pośpiesznie nie zauważając naszych bohaterów opuściła najpierw spodnie a później majtki i zaczęła oddawać mocz na trawnik pokryty śniegiem.
- Wiesz co to szczęście Andrzej? Podobno szczęście to mała dziewczynka która siusia na śniegu.
- Co ty pieprzysz Jerry?
- Dla mnie to tylko głupia kurwa zasrywająca mój piękny gorod. – mówiąc to wyciągnął z za pazuchy swoją czterdziestkę piątkę i wymierzył niewieście prosto w główkę z której po chwili nie było co zbierać. Gdzieś nieopodal na krzaku tylko zatrzymało się jedno niebieskie oko które zwisało bezczelnie z gałązki na kawałku flaka.
- Czy ty kurwa jesteś jebnięty? Wiesz kto to był? Jerry to była Aleksandra, córka miejscowego komendanta! Dresami na pewno nikt się nie przejmie ale za to powieszą nas za jaja na wierzy kościoła!
- Nie kłap tyle jęzorem tylko rusz dupę to raźniej nam będzie spierdalać tak we dwóch. – Ruszyli. Jerry przodem, Andrzej tyłem. Jerry milczał, Andrzej nie przestał analizować sytuacji.
- Czy ty nie jesteś świadomy że kiedyś nie było kanalizacji? Że nie zawsze ludzie mogli sobie oddawać swoje płyny ustrojowe do muszli z porcelany i potem spłukiwać tego wodą? Kiedyś się srało pod siebie chłopie! A teraz pomyśl sobie że może właśnie takie jebanie w klozet jest nieprawe bo potem to spłukujesz życiodajną energią. Wodą się znaczy. Wszędzie kiedyś moczem jebało a teraz już nie i jedna dziewczyna nic tu nie zmieni. Czy ty nie mogłeś popatrzyć na to jak na wielkie misterium przyrody? Dziewczyna, taka piękna, taka łania, odsłania się bo myśli że nikt jej nie widzi i robi coś czego zazwyczaj nie masz okazji obserwować a ty co? Wyciągasz gnata i rozpierdalasz jej łeb?
- Zamknij się
- Zajebie cię! Jesteś tak samo plugastwem tej ziemi jak wszystko inne.
- Takiego! – Jerry uderzył Andrzeja z pół obrotu wykonanego w biegu. Celnie wymierzony łokieć wprost w czaszkę powalił jego kompana na ziemie to dało mu czas na ucieczkę. Nie zważając na krążące we krwi promile dobiegł do swojego samochodu i postanowił uciec nim gdzieś na południe. W tym czasie oprzytomniał zaś Andrzej, rzucił zwyczajowe „kurwa mać” i poszedł do domu. W domu obmył swój przekrwawiony ryj, zaparzył herbatę na niechybnie zbliżającego się kaca i począł kontemplować przed telewizorem. Kontemplował tak aż zasnął. Zbudził go dopiero nad ranem komunikat nadany tego poranka w wiadomościach. Komunikat mówił iż dziś w nocy zginął w wypadku samochodowym pod Katowicami Jurek K. który swoje auto prowadził po spożyciu alkoholu. Andrzej mając w świadomości że jego kompan nie bardzo już żyje wyciągnął fajki z szuflady i wyszedł zakurzyć na balkon. Rozejrzał się dokoła nie zważając na zimno i pomyślał: - Jakiż piękny świat taki biały i zaśnieżony. I ptaki śpiewają na niebie jakoś tak jakby odę do radości. O ileż piękniejszy ten świat byłby bez plugastwa? O ileż ten świat będzie piękniejszy bezecnie? – Tak sobie kontemplując cudowność tego wspaniałego wytworu niewiadomo kogo, choć niektórzy twierdzą że boga, dopalił tak zwanego szluga i wprawnym susem przeskoczył balustradę swojego balkonu. I pędząc tak na spotkanie z glebą wyszeptał – Matko? Nadchodzę!

Jerry was a race car driver
22 years old
Had too many cold beers one night
And wrapped himself around a telephone pole.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.

Czas leci, leci a ty...

 Codziennie zasypiam za późno i wstaje za wcześnie. Po sypialni lata mi komar. Skąd on się u licha tu wziął? Okna zamknięte wszakże.  Tempura fugit jak popierdolony i łysy się już robię dość wyraźnie. Taki pan w średnim wieku. Boże jak mnie ten konar wkurwia.  Gdyby moja częstotliwość prostowania na tym blogu była metaforą walenia konia to wykonywalnym jeden ruch ręką na kilka lat. To dość daleko od orgazmu. Komara już nie ma. To sprawia, że wypada zastanowić się nad ulotnością życia. W wiadomościach trąbili o matce co zabiła miesięczna córkę i raniła 3 i 9 letnich synów. To podobna historia do tej o której nie mogę przestać myśleć. O tym ojcu co pokłócony z żoną zabił się je i syna. Czy to było z zemsty? Niewinne dziecko? Nie wiem. To są rzeczy których pojąć się nie da.  Z jednej strony tak jest stworzony świat, że żywe istoty zabijają inne żywe istoty. Z drugiej strony sprawianie cierpienia nie wydaje się specjalnie dobre. Na ile jest to konstrukt społeczny? Łatwo ...

Jesień

 Palec mnie nakurwia i nie chce mi się żyć. Nie tak samobójczo ale trwanie mnie boli. Razem z głową, woreczkiem, żółciowym i permanentnym niedospaniem. Zdjęcia do obróbki nigdy się nie kończą. Miałem do tej pory mieć dwa gotowe śluby a nie mam ani jednego. SKS. Motylek co zawieruszył się w łazience przypomina mi, że i on zaraz zdechnie. Niedługo żyją motylki. Otworzył bym mu okno ale nie ma klamek. Nie ma klamek bo pojebane dzieci z projektu wyrzucały co się da przez okno. Nie dość, że masz krótkie życie to jeszcze wlatujesz przez przypadek nie tu gdzie trzeba i zdychasz w klatce. Taka metafora życia trochę. Ile istnień ma gównianą sytuację przez to gdzie się urodzili? Albo przez drobny przypadek. Europejska bańka jest tylko bańką. Jeszcze gorzej gównianą bańką jest Ameryka. Jeśli ktoś nie wie gdzie żyje to przeciętny Amerykanin.  Bardzo oryginalny zachód słońca był wczoraj. Spałem właśnie. Obudziła mnie żona wracająca wraz z synem z pracy. Spojrzałem otępiały przez okno. Chwy...