Kac mnie właśnie męczy po wczorajszych urodzinach Ginusa, mimo to korzystając z okazji że mam chwile czasu siadam i piszę. Totalna degrengolada, jaką teraz przechodzę, przytłacza. Nie znajduje czasu zarówno na rzeczy mniej pilne jak i na te bardzo ważne a to już niedobrze. Za chwile będę musiał się otrząsnąć z poalkoholowego otępienia i podążę w stronę dworca PKP aby odebrać z niego moje szczęście które konsumuje tyle mojego czasu i to tylko możliwe za co jestem jej wdzięczny. Jestem wdzięczny aczkolwiek dostrzegam niebezpieczeństwo które czai się za winklem. Innym niepokojącym faktem jest brak gotówki. Oczywiście na jej chroniczny brak narzekają wszyscy ale fakt że jest dopiero środek miesiąca a ja mam tylko na zatankowanie przed wyjazdem do domu zatrważa. Gotówko, gotówko gdzieś się rozpłynęła? Ciężkie jest życie studenta ;) No cóż, czas na mnie jeśli chcę zrobić dziś coś jeszcze niż napisanie tej notki…
- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...
Komentarze