Kac mnie właśnie męczy po wczorajszych urodzinach Ginusa, mimo to korzystając z okazji że mam chwile czasu siadam i piszę. Totalna degrengolada, jaką teraz przechodzę, przytłacza. Nie znajduje czasu zarówno na rzeczy mniej pilne jak i na te bardzo ważne a to już niedobrze. Za chwile będę musiał się otrząsnąć z poalkoholowego otępienia i podążę w stronę dworca PKP aby odebrać z niego moje szczęście które konsumuje tyle mojego czasu i to tylko możliwe za co jestem jej wdzięczny. Jestem wdzięczny aczkolwiek dostrzegam niebezpieczeństwo które czai się za winklem. Innym niepokojącym faktem jest brak gotówki. Oczywiście na jej chroniczny brak narzekają wszyscy ale fakt że jest dopiero środek miesiąca a ja mam tylko na zatankowanie przed wyjazdem do domu zatrważa. Gotówko, gotówko gdzieś się rozpłynęła? Ciężkie jest życie studenta ;) No cóż, czas na mnie jeśli chcę zrobić dziś coś jeszcze niż napisanie tej notki…
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze