I naprawdę wiele oddał bym by mieć dokąd pójść. Jeszcze więcej za to żebym miał do kogo wrócić. Gdzieś zatarły się granice mej świadomości. Żyje tak jak chcę lecz obracam się w nicości. wszytko bajką jest, nawet połamane kości. I ból ręki mej i ból całej ludzkości. Czasami czuję się jakbym żył w narysowanym świecie. Było dobrze dziś, wkrótce będzie lepiej. Znów mnie zapłodnisz, może ja też kiedyś Ciebie. Dziś już nie wiem nic, wkrótce mi odjebie. Obok leży nóż, wytnę serce se na dłoni. I nie ważne że to bardzo boli. Nic nie przeraża bardziej niż fakt że nie istniejesz.
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze