
„Czekaj ty, kurwa, dosiądę cię!” – pomyślałem mijając straszący rogami rower stacjonarny marki jakiejś tam. Waga wskazuje 105,6 kg Tak dokładnie bo to elektroniczna fajna waga. Żebym był zdrowy to bym popracował trochę nad tym ale taki zakatarzony i zjebany nie przejechałbym 10 wirtualnych kilometrów. Nie lubię chorować bo nie chce mi się wtedy nic. Nic kompletnie. W ogóle nic mi się nigdy nie chce a jak już jestem chory to krwawa masakra piłą mechaniczną II. Takoż samo plącze mi się po głowie kilka pomysłów ale żadnemu z nich nie chce się wydostać na zewnątrz co również jest martwiące. A może niedługo polegnę na grobie swych chorych idei i nie będę już się musiał o nic martwić? Tylko że ja nie lubię się poddawać…
Komentarze