Przejdź do głównej zawartości

Where are Thou?

Cisza. Po prostu cisza nastała i myśli teraz krążą. Krążą jak pancerniki w koło palmy kokosowej w oczekiwaniu na deszcz który skropi drzewostany a te będą mogły wybuchnąć ekstazą zieleni oraz owocowej słodyczy. A myśli te przybierają formy różne a najczęściej pewnej blondynki o włosach blond i oczach w dwóch wyraźnych odcieniach niebieskiego. Jej piersi niczym brzoskwinki stają mi przed oczyma równie często co jej oblicze niewieście i sam nie wiem już czy nie jest to oznaka zboczenia jakiegoś podłego czy tylko zdrowa reakcja na powab osoby która tak pięknie potrafi się komponować zemną w wielu względach. Ona jest jak proste pytanie rzekłbym. Ja niczym odpowiedź na nie. I tak jak muzyk który lubi celebrować wyciąganie korka z butelki ja polubiłem obecny stan rzeczy. I tak samo jak Sidney właśnie który nie chce aby wino w końcu zostało otwarte („Otwieram wino ze swoją dziewczyną. Chciałbym aby ten czas nie przeminął”) tak ja chciałbym aby przedziwna siła magnetyczna która przyciąga nas do siebie nie skończyła się zaraz. Może za jakieś dwa tygodnie zmienię zdanie, któż to wie, ale na razie jest jak jest jak to śpiewał Kukiz. Coś tam coś tam. Finisz na dziś.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wizje schizoidalne #1

- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...

Chcesz to Ci opowiem...

Umierałem sobie spokojnie. Leżąc po środku wsi. Umierałem sobie spokojnie, Nie wiedząc gdzie jesteś Ty. Umierałem sobie spokojnie. Wraz z słońcem zachodził mu świat. Umierałem sobie spokojnie. Ty żyłaś a umierałem ja. Umierałem sobie spokojnie. Była tak piękna pogoda. Umierałem sobie spokojnie. Choć Ty byłaś jeszcze młoda. Umierałem sobie spokojnie. Nie umiałem się więcej bać. Umierał spokojnie bez Ciebie. Samotny. Ach kurwa mać!
Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.