Zastanawialiście się kiedyś jak głupie mogą być zabawki? Kto wymyśla wszystkie te wkładki do chipsów, płatków, ciastek i tamponów? Dziś na przykład wpadł mi do miski z mlekiem, oprócz domniemanej zawartości, zafoliowany gadżet. Po rozpakowaniu okazało się że to taka mała plastikowa szafa prowadząca do baśniowej krainy Narni Narnię teraz będą pokazywać w kinach bo po sukcesach Pottera i Władcy Pierścieni mamy teraz prawdziwy wysyp ekranizacji różnych powieści fantasy. Wkurwia to niemiłosiernie że ludzie którzy przedtem nie przeczytali ani jednej książki tego typu, po obejrzeniu dwóch filmów mają się za speców od tego gatunku. Z resztą nie chodzi tu o same fantasy a o pop – kulturę która to ze wszystkiego robi masową papkę. Każdy kto widział moje portfolio wie ze zdjęć nie robię od wczoraj i że mam o tym jakieś tam pojęcie. Sam uważam się natomiast za kompletnego amatora i za tzw. wannabe. Z uśmiechem na twarzy natomiast słucham od niewtajemniczonych wykładów na temat tego ile obiektyw ma megapikseli i że ktoś tam robi dobre zdjęcia bo ma dobry aparat. No cóż w fotografii jak w piłce nożnej wynik nie zależy od wydanych pieniędzy bo gdyby tak było to najlepsi piłkarze i fotografowie rodzili by się w Arabii Saudyjskiej. Na szczęście tak nie jest. Wracając natomiast do tematu zabawek to ów wspomniana szafa potrafi się otwierać – do tego doszedłem sam. Patrzę w środku ciemno, jakaś folia chyba z jakimś obrazkiem natomiast na drzwiach biała nalepka z jakąś postacią. Zacząłem kombinować jak z highlitować sobie obraz drzwiami ale nie chcąc zepsuć zabawki musiałem sięgnąć do instrukcji. Upewniwszy się iż drzwiczki się wyjmują uczyniłem to i podświetliłem nimi obrazek. Postać z drzwiczek wpasowała się w przezroczyste miejsce na folii i miałem przed oczyma mało interesujący image. Pomyślałem sobie: „I co? To wszystko co ta szafa potrafi?” Rzut oka na opakowanie od płatków i widzę że można sobie jeszcze odrysować postać która wyryta jest z tyłu. Przypomniałem sobie czasy dzieciństwa kiedy to podobne rzeczy robiło się z monetami podłożonymi pod kartkę. Obrazek wyszedł nawet fajny, ale na tym koniec zabawy i nawet biorąc pod uwagę fakt że dzieci przejawiają większą skłonność do powtarzania takich oto czynności to nie rozumiem jak można wymyślić coś tak mało interesującego. Doprawdy już lepsze są te wszystkie nalepki, tazosy i inne pierdoły których przynajmniej jest więcej niż 4 (bo tyle można znaleźć w płatkach różnych rodzajów drzwi) i są w lepszym stanie zaspokoić kolekcjonerskie zapędy dzieci które jak wiadomo uwielbiają zbierać. Jak sobie przypomnę czego ja nie zbierałem to dziś mi się słabo robi. Wszystko od puszek po piwie, kapsli do tego samego napoju, puste paczki po papierosach, opakowania po batonach i czekoladach, pocztówki, znaczki, monety. Przez krótki okres nawet karty telefoniczne. Dziś rozwrzeszczane bachory mają większe pole do popisu jeżeli chodzi o różnorodność kinderniespodzianek i innych zbierajek jednakże powątpiewam w wartość takich zbiorów bo o ile moje kapsle też nadawały się raczej tylko na śmietnik to kolekcje monet i znaczków mam do dziś i stanowią powód do dumy nawet teraz kiedy od lat do kolekcji nie przybyło nic. Oka, co jeszcze jest głupie oprócz różnych drzwi i kolekcji kartoników? Wszelkie chodząco-grające roboty, samochody i inne duperele. Ja rozumiem ze jak się komuś kupi samochód zdalnie sterowany to się będzie nim bawił i będzie miał frajdę ale jeśli zabawa ma polegać na przestawieniu w zabawce włącznika na „on” postawieniu jej na ziemi i patrzeniu jak jeździ w kółko bez ładu i składu, miga światłami i odgrywa jakąś mniej lub bardziej piskliwą melodyjkę to ja dziękuje za taką zabawkę. Nie wiem czy jest dziecko na świecie które coś takiego kręci i dokonać takiego zakupu mogą tylko jacyś bezmyślni rodzice albo poronione ciotki które chcę aby ich siostrzeńcy dostali pierdolca od półtoragodzinnego wlepiania wzroku w zabawkę której jednym celem jest chyba wyładowywanie energii z baterii. Nie wiem co bym zrobił jakbym coś takiego dostał na urodziny ale ze zdalnie sterowanego samochodu to bym się cieszył o ile by tylko był w stanie w miarę chyżo pomykać po czeluściach mojego pokoju. Jeżeli ktoś bardzo chce to może to potraktować jako wskazówkę. Naprawdę cieszył bym się z takiego prezentu o wiele bardziej niż z kolejnej wody kolońskiej, których to wód mam już całą półkę, czy innych bokserek, skarpetek czy. Nie znaczy to oczywiście że odzież nie może być fajną niespodziałką. Szaliki, czapki i koszulki mogą chyba sprawić radość natomiast nie wiem jak ktoś mógłby się cieszyć z bokserek czy maszynki do golenia. To są rzeczy kompletnie nudne i bezsensowne. To jest coś czego używasz na co dzień i czego w dodatku nie widać. Ok. pachnidła może być czuć ale po pewnym czasie staje się to tzw. wymagany punkt programu; Oho co w tym roku? Znowu woda? Zrobić uśmiech, postawić na półkę obok 15 innych butelek, niech się kurzy może kiedyś skorzystam. Raz tylko byłem zadowolony z takiego prezentu. Spodobał mi się szczególnie zapach Aqua Di Gio Gorgio Armani ale z tego co się orientuje to była to niespodzianka za około 300zł a takich prezentów raczej się co dzień nie dostaje i w sumie nie o to tu chodzi żeby wydawać niebotyczne sumy tylko żeby sprawić odrobinę radości. Może ja jestem jakiś dziwny i odstaje od innych facetów, może po prostu mam małokreatywnych znajomych. A może taki już los faceta że co roku woda tylko jednak nie ta. Chcecie wskazówkę drogie panie? Każdy facet się czymś interesuje i w to należy uderzać i jestem niemal pewien że choćby drobny breloczek z napisem ferrari (o ile gość się żywo interesuje samochodami) sprawi mu większą frajdę niż kolejna mach trójka do kolekcji. Wystarczy tylko ruszyć głową. Od czegoś w końcu ona jest. A jak już nie macie żadnego pomysłu to lepiej kupcie coś bezgranicznie głupiego licząc na poczucie humoru męża, brata, szwagra czy znajomego. Lepiej żeby się pośmiał z pipy na baterie niż miał robić dobrą minę do złej gry. A jeśli pipa też będzie się kurzyć? No cóż to od was zależy czy za priorytet weźmiecie śmiech czy pragmatyzm. Pragmatyzm nie musi być zły. Być może często jest nawet pożyteczny ale jedno jest pewne. Potrafi być zajebiście nudny. Niniejszym pragnę zakończyć mając nadzieję że choć trochę udało mi się odsłonić swoje myśli bo szczerze mówiąc powątpiewam w ogólną składność tego tekstu. Ale cóż, taką obrałem sobie formę prowadzenia tegoż bloga iż moje myśli przesyłane po kablu na monitor nie przechodzą ponownej edycji i trafiają do was dokładnie w takiej formie w jakiej powstały. Do przeczytania następnym razem.
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze