Siedzę już i odliczam minuty do końca. Mam jakieś dziwne wrażenie, że może jeszcze jakaś bomba spadnie na koniec ale nie jestem w stanie się nią przejmować za bardzo. Za chwilę przekonam się ile z moich ambitnych planów ugrzęźnie w szarej rzeczywistości. Skąd ta pierdolona niemoc w ludziach do zrobienia czegokolwiek? Króluje antyintelektualizm. Nie zliczę ile razy, gdy ktoś się chwalił, że czegoś się uczy, słyszałem w odpowiedzi pytanie: po co? Po co Ci to? Po gówno! Jeśli twoja zakuta palą nie motywuje Cię w żaden sposób do rozwoju to stój sobie w miejscu i się cofaj.
Więc tak. Sam jestem największym sabotażysta swoich planów. Sytuacja życiowa w postaci dziecka małego co się same sobą nie zajmie i wymaga opieki to też ważny czynnik. Brak ludzi gotowych do jakiejkolwiek współpracy to kolejny. Przez to właśnie szukam projektów które od nikogo nie zależą. Takich w których nikt nie musi uczestniczyć.
Chciałbym nie mieć związanych rąk w kilku kwestiach. Tak już jednak jest, że życie to nie jest linia prosta. Nadchodzi czas kiedy trzeba będzie potańczyć. Dam znać tutaj jak mi idzie.
Komentarze