Oto jest świat. W świecie tym siedzi tłusty, okropnie brzydki Tymon przed klawiaturą swojego komputera i stuka w klawisze. Może i jest brzydki ale za to ma piękne wnętrze. Może i ma piękne wnętrze ale i to w sumie nie jest tak do końca pewne. No pewne test tylko to że jest okropnie tłustym worem mięcha w którym gromadzone pokarmy przemieniane są w jeszcze większe połacie mięsa i w tzw. nie strawione resztki pokarmu zwane potocznie gównem. Ów kawał mięsnej materii o kształcie człowieka umiera. Umiera dnie każdego prawie na wzór swojego otocznia. Codzienny spacer po ulicach odkrywa nowe wariacje śmierci. Martwi ludzie idą do pracy, martwi ludzie wracają z pracy martwymi samochodami. Martwe drzewa chylą się ku upadkowi, martwe ptaki szybują po niebie. Już niedługo. Niedługo spadną w gruzy martwego miasta i będą leżeć z całą resztą trupów. Martwe ptaki, zwierzęta, ludzie i martwe maszyny i tak samo martwe rośliny. Chcę powrócić do domu. Chcę pojechać tam gdzie nie ma zgiełku, samochodów, gdzie ludzi liczy się w tysiącach a nie setkach tysięcy. Zastanawiam się gdzie minęły bezpowrotnie te czasy kiedy Kraków będąc jednym z największych miast w Polsce liczył sobie 20 000 mieszkańców. Czuje się źle. Moje funkcjonowanie w tych warunkach jest mocno zakłócone. Jeżeli szczęśliwie ukończę studia będzie to ogromny sukces. W tej chwili niesamowicie brakuje mi motywacji do działania. Brakuje bodźców zewnętrznych, brakuje normalnych zwyczajów życiowych. Ja nie żyję. To nie jest życie, to jest jakaś paskudna karykatura życia. Metafora telefonów na kartę albo inne paskudztwo . Chcę zmian. Chcę zmiany na lepsze. Potrzebuje jej bo nie bardzo mi się chce żyć. Opuściła mnie podstawowa chęć jaka powinna towarzyszyć stworzeniu żywemu. Chęć życia…
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze