Przejdź do głównej zawartości

Wizje schizoidalne #1

- Dzień dobry.
- Słucham. W czym mogę pomóc?
- Chciałabym się spotkać z panem T.
- Z kim? Z kim?
- Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności.
- To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?”
- Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis.
- Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje.
- Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i jeszcze się uśmiechał. Ba! Grał w bilard tą ręką przez całą noc! Nie poszedł nawet do lekarza i krzywo mu się zrosła.
- To co pani mówi to brzmi jak opowiadanie o jakimś kretynie.
- Proszę się z mną nie droczyć. Mam mu ważną informacje do przekazania oraz komplet gitarowych strun. Podobno gra na nich jak nikt. Nie potrzeba mu nawet gitary – wystarczy że się na nich wiesza i rozrzyna sobie gardło. Struny jednakże i tak zawsze pękają. Kiedyś próbował podciąć sobie żyły żelkiem Haribo ale i z tej próby podobno nic nie wszyło.
- Proszę pani. To co pani mówi to jest jakiś mit. Nikt taki nigdy nie istniał. Nie mam o nim żadnych wieści. Nie wiem kto to, do chuja, jest.
- Jest to człowiek który ma coś co do mnie należy i nie jest to rzecz której można dotknąć ani którą można zobaczyć. Jedyne o czym w życiu marzę to żeby wyprasować mu koszule. Strasznie mnie ta myśl nakręca. Poza tym chciałabym wiedzieć jaki on jest naprawdę. Naprawdę.
- Proszę pani: naprawdę nikt tego nie wie. Ten człowiek nigdy nie istniał.
- Przecież sama widziałam program pod tytułem: „Pogromcy mitów” w którym pan T udowodnił że taj naprawdę nawet przy minus 50 stopniach Celsjusza można znaleźć w Węgorzewie owady. To on w środku zimy pokazał ludziom biedronkę!
- Zaczyna mnie pani nudzić. To naprawdę niemoralne tak się pastwić nad człowiekiem.
- Proszę pana! Proszę mi pomóc.
- Niech pani będzie. Może się pani zdziwi ale człowiek o którym pani tak pięknie mówi to ja. Co pani chciała mi powiedzieć?
- Ty chuju!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chciało mi się pisać.

Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...

Dualność

Piątek, samo południe, dach najwyższego budynku w mieście. Na krześle siedzi blond dziewczyna o niebieskich oczach. Jest przywiązana do krzesła, ma knebel w ustach. Wokół niej krąży nerwowo młody mężczyzna: wysoki, przystojny brunet. Trzyma w ręku nóż. W jego ustach rodzi się krzyk: -Jak mogłaś! – Łapie się za głowę, wyrywa z niej włosy. – Ufałem Ci! Pozwalałem na wszystko a ty i tak chciałaś więcej! Musiałaś się z nim przespać, tak? Byłaś dla mnie ucieleśnieniem wierności i czystości. Zawsze kiedy obnażałaś się przedmą czułem się jakbym wchodził do świątyni, z zażenowaniem przeżywałem każdą chwilę jakbym był niegodzien jej dostąpienia. Pragnąłem zawsze dać ci w zamian to wszystko czego chciałaś i czego potrzebowałaś. Czułem że tylko w ten sposób mogę ci się odwdzięczyć za mistycyzm piękna którym mnie obdarzyłaś. Ale nie! Tobie było mało! Gdy teraz patrzysz mi w oczy myślę ile czasu upłynie nim się wyrzygam. Zapragnęłaś wolności, tak? To teraz słuchaj. Słuchaj mnie uważnie bo będę osta...