Przejdź do głównej zawartości

Vagrant Story

Czas świąteczny, czas zadumy, czas płynący itd. Jedni stoją nad krawędzią żywota swojego spoglądając w przepaść wiecznej otchłani zwanej nicością, w innych rodzi się życie zaś jeszcze inni mają to wszystko w… nie interesuje ich to za bardzo. Kolejne święta w których dopada mnie niewesołość, przygnębienie i nuda maniakalno depresyjna. Jestem nikim, nie mieszkam nigdzie, nie ma mnie, nie istnieje a jednak coś, a jednak gdzieś, a jednak z kimś i pora nadejdzie by ze sceny zejść choć jeszcze się na nią tak naprawdę nie wdrapałem. Za prawdę powiadam wam nadejdzie taki czas że będę mógł powiedzieć „Jestem stąd. To jest moje miejsce.” Dziś jestem dzieckiem niewoli. Nigdzie nie czuje się jak u siebie. Mój świat to świat obrazów które stawiam przed oczami innych jak zgrabne iluzje z tym że obrazy te z rzeczywistości są wzięte. Welcom to the Tymon World. The World of Vagrants.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wizje schizoidalne #1

- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...

Chcesz to Ci opowiem...

Umierałem sobie spokojnie. Leżąc po środku wsi. Umierałem sobie spokojnie, Nie wiedząc gdzie jesteś Ty. Umierałem sobie spokojnie. Wraz z słońcem zachodził mu świat. Umierałem sobie spokojnie. Ty żyłaś a umierałem ja. Umierałem sobie spokojnie. Była tak piękna pogoda. Umierałem sobie spokojnie. Choć Ty byłaś jeszcze młoda. Umierałem sobie spokojnie. Nie umiałem się więcej bać. Umierał spokojnie bez Ciebie. Samotny. Ach kurwa mać!
Niedawno zobaczyłem że to był pierwszy wpis w 2010 roku. We wrześniu! WOW! Ciekawe czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda. W zasadzie jestem pewien że nie. Bo i po co? Skoro nic się tu nie dzieje ale może to i lepiej. Chyba zamierzam pisać. Chyba bo ostatnio mało czego jestem pewien.