Przychodzę do domu. Jest 17:40. Wrzucam do piekarnika jakiegoś junk fooda i zaczynam pisać choć boli mnie głowa. Słońce właśnie chyli się ku zachodowi i już go chyba dziś nie ujrzę choć tak bardzo chciałbym pójść na spacer. Zanim jednak zjem, a zjeść musze ponieważ spędzanie całego dnia na jednej słodkiej bułce jest nie najlepszym pomysłem, oraz przerzucę trochę gratów, aby dom nadawał się do użytku, słońce z pewnością zajdzie a ja opadnę z sił i ochota na spacer też mi przejdzie. Takie jest widać życie studenta. Pocieszam się tym że są i lepsze dni. Jedyne o czym teraz mogę marzyć to ramiona mojego koketa, cisza i spokój. Spokój…
Nie ma kresu miłość Twa. Miłość którą możesz dać. Kiedy czujesz się tak niedoskonale To wspaniale! Być może ledwo żyjesz ale oddychasz… I nie ma wątpliwości on jest w swoim pokoju Pewnie ogląda porno z Twoich podbojów. Już najwyższy czas. A Ty ostatnia wychodzisz. A Ty myślałaś że możesz zmienić świat przez rozchylenie nóg. To nie jest dalekie od prawdy. Spróbuj w zamian rozdawać kopniaki. A Ty myślałaś że możesz zmienić jego Przez zmianę perfum na te w stylu jego Matki Och Boże Marzena, czemu? Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny… W tym samym barze w którym uderzyłaś pięścią w stół I powiedziałaś: Zakochałam się. Wcale nie! Jesteś tylko jeleniem dla tych którzy po Tobie jeżdżą! I nie ważne co zrobię lub powiem. Ten głupi chuj i tak na Tobie swą łapę położy Jesteś nieuleczalną schizotyczką No chyba że okres masz I jeśli wrócisz do niego To schowam w dłoniach twarz Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny… Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny… ...
Komentarze