Przychodzę do domu. Jest 17:40. Wrzucam do piekarnika jakiegoś junk fooda i zaczynam pisać choć boli mnie głowa. Słońce właśnie chyli się ku zachodowi i już go chyba dziś nie ujrzę choć tak bardzo chciałbym pójść na spacer. Zanim jednak zjem, a zjeść musze ponieważ spędzanie całego dnia na jednej słodkiej bułce jest nie najlepszym pomysłem, oraz przerzucę trochę gratów, aby dom nadawał się do użytku, słońce z pewnością zajdzie a ja opadnę z sił i ochota na spacer też mi przejdzie. Takie jest widać życie studenta. Pocieszam się tym że są i lepsze dni. Jedyne o czym teraz mogę marzyć to ramiona mojego koketa, cisza i spokój. Spokój…
- Dzień dobry. - Słucham. W czym mogę pomóc? - Chciałabym się spotkać z panem T. - Z kim? Z kim? - Z panem T. Pan T. Nie kojarzy pan? Dramaturg, twórca, książę ciemności. - To ten co zasłyną tomikiem poezji „Oczy mrużę?” - Nie! Pan T zasłynął jak współautor swojego życia i paru innych tworów luźno skorelowanych. Wysoki, czarne włosy, podobno niebotycznych rozmiarów wielki penis. - Chyba mały ptaszek na uwięzi. Coś się pani myli. Nie ma tu nikogo takiego. No przynajmniej nie tak jak pani to widzi. Tu niedaleko mieszka jego klon – Pan B. Ale pan B jak wieść gminna niesie to tylko kiepskie ksero a postać o której pani mówi nie istnieje. - Proszę pana! Ja muszę się z nim spotkać. Niech pan niczego przed mną nie ukrywa. Ja wszystko wiem. Pan T, lat dwadzieścia cztery i pół, pisał wiersze gdy wystawał głową ledwo ponad stół. Autor książki pod tytułem „666 sposobów na strzelenie sobie samobója”, kreator wielu nie przemyślanych sytuacji. Wielki mistrz który rozpierdolił sobie rękę o ścianę i j...
Komentarze