Patrzyłem dzisiaj w niebo i wiem że patrzyłaś na nie Ty. Być
może nie patrzyłaś, lecz wiem że nad Tobą także jest. Błękit spowity kłębem
chmur zwiastujących deszcz. Hej! Mówię do Ciebie. Cześć! Czy widziałaś to co
ja? Nie sądzę. Może nieba są tak naprawdę dwa i te po którym wzrokiem błądzę to
inne niebo niż to przed Tobą? Skąd wiesz że Ty to Ty i że ja nie jestem teraz
Tobą? Przecież to co w tym opowiadaniu się wydarza to nie Twoja, tylko nasza
sprawa. Są dni które nie są dniami. Są
noce przepełnione łzami. Jest czas w którym nic się nie wydarza. Jest bieg
wieku który rysuje się na naszych twarzach. Są butelki wina, jeszcze nie
wypite. Są także pytania co począć z życiem. Jest smutek, jest żal i jest
bohema. Wszystko jest tylko Ciebie tu
nie ma...
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze