Pewnym krokiem podszedł do kiosku
- dawaj mi gazetę ty kurwo! – wykrzyczał do niej po czym wsunął się prawie cały w okienko łapiąc ją jedną ręką za gardło drugą zaś uderzając ją w twarz raz za razem. Bił tak aż spłynęła krwią następnie otarł jej facjatę umorusaną limfą i hemoglobiną o „Wyborczą”, „Trybunę ludu” oraz „Życie warszawy”. Pochwycił błyskawicznie „dziennik” i oddalił się w kierunku ławki która nie była specjalnie daleko od miejsca ów zdarzenia. Usiadłszy na ławce zaczął płakać. Łzy płynęły mu po policzkach a on zadawał sobie pytania:
- Czy ja naprawdę jestem taki popierdolny? Czy moje kontakty społeczne są niezdrowe? No przecież kupiłem tą jebaną gazetę! – Po tej chwili zadumy otarł łzy i poszedł dalej…
Nie byłoby może w tej historii nic dziwnego gdyby nie to że półtora metra od ławki na której spoczywał nasz bohater spadło na niego pianino i zakończyło jego żywot. Byłby to i może koniec naszej historii gdyby nie to że tak naprawdę będzie ona o producencie pianin a nie o psychopacie który nawet nie zdążył się wyleczyć gdyż zginął pod ciężarem instrumentu skądinąd muzycznego. Ciekawe czy rozpoznał jaka to melodia?
Wracając do producenta pianin – miał on córkę. Córka ta zaniedbywana w dzieciństwie nabrała dziwnych zwyczajów. Jej pasją stało się „obierania kabla” pod ławką na każdej lekcji. Koledzy z jej klasy byli zachwyceni. Koleżanki mniej – psuła im popularność. Nauczyciele też chcieli być zadowoleni ale im nie wypadało. Nauczycielki były zbulwersowane nijak jednak nie mogły z nią stanąć w szranki i konkury. A może po prostu nie chciały? Tak czy inaczej kiedy nie było już żadnego nie polizanego penisa w gimnazjum wychowawczyni klasy wezwała ojca do szkoły aby oznajmić mu delikatnie że jego córka jest ni mniej ni więcej tylko kurwą. Wszystko działo się to zanim rzeczony tatuś został tym kim jest. Po wysłuchaniu historii o swojej latorośli postanowił zmienić zawód. Tak załamała go ta historia. Zrozumiał za razem że najważniejsze w życiu jest spełnianie swoich marzeń. Porzucił więc pracę w masarni i postanowił produkować pianina – coś o czym zawsze marzył.
Podczas gdy córka jego zaczęła spełniać się w nowym hobby – jeździe na dwa baty – on próbował wytworzyć idealny kształt pianina. Jako że konserwatywne środowisko pianistów z niechęcią przyjęło jego propozycję instrumentu w kształcie wielkiej krokwi, wypchnął je przez okno. Nieumyślnie spowodował tym samym śmierć jakiegoś psychopaty. Ironia losu chciała iż był to chłopak jego córki. Ten sam który mając kłopoty za asocjacją w społeczeństwie potrafił ulżyć jego córze. Jedyny który był szansą na jej normalność. Na szczęście ktoś czuwał nad szczęściem licealistów i Ci aż do matury mogli Cieszyć się nieskrępowany seksem.
A kioskarka? Wyleczyła twarz z ogólnego obtłuczenia, kupiła los na loterii i wygrała 20 milionów polskich złotych. Nie zdążyła przepić pierwszych 10 000 nim wylądowała na oddziale intensywnej terapii. Nie przeżyła. Pozostałe 19 milionów 990 tysięcy przypadło w spadku jej mężowi – producentowi pianin.
Jaki płynie morał z tej krótkiej opowieści? Nic nie daje tyle szczęścia co miłość Francuzka lub kto pianina przez okno wyrzuca ten wygrywa 20 baniek.
The End
- dawaj mi gazetę ty kurwo! – wykrzyczał do niej po czym wsunął się prawie cały w okienko łapiąc ją jedną ręką za gardło drugą zaś uderzając ją w twarz raz za razem. Bił tak aż spłynęła krwią następnie otarł jej facjatę umorusaną limfą i hemoglobiną o „Wyborczą”, „Trybunę ludu” oraz „Życie warszawy”. Pochwycił błyskawicznie „dziennik” i oddalił się w kierunku ławki która nie była specjalnie daleko od miejsca ów zdarzenia. Usiadłszy na ławce zaczął płakać. Łzy płynęły mu po policzkach a on zadawał sobie pytania:
- Czy ja naprawdę jestem taki popierdolny? Czy moje kontakty społeczne są niezdrowe? No przecież kupiłem tą jebaną gazetę! – Po tej chwili zadumy otarł łzy i poszedł dalej…
Nie byłoby może w tej historii nic dziwnego gdyby nie to że półtora metra od ławki na której spoczywał nasz bohater spadło na niego pianino i zakończyło jego żywot. Byłby to i może koniec naszej historii gdyby nie to że tak naprawdę będzie ona o producencie pianin a nie o psychopacie który nawet nie zdążył się wyleczyć gdyż zginął pod ciężarem instrumentu skądinąd muzycznego. Ciekawe czy rozpoznał jaka to melodia?
Wracając do producenta pianin – miał on córkę. Córka ta zaniedbywana w dzieciństwie nabrała dziwnych zwyczajów. Jej pasją stało się „obierania kabla” pod ławką na każdej lekcji. Koledzy z jej klasy byli zachwyceni. Koleżanki mniej – psuła im popularność. Nauczyciele też chcieli być zadowoleni ale im nie wypadało. Nauczycielki były zbulwersowane nijak jednak nie mogły z nią stanąć w szranki i konkury. A może po prostu nie chciały? Tak czy inaczej kiedy nie było już żadnego nie polizanego penisa w gimnazjum wychowawczyni klasy wezwała ojca do szkoły aby oznajmić mu delikatnie że jego córka jest ni mniej ni więcej tylko kurwą. Wszystko działo się to zanim rzeczony tatuś został tym kim jest. Po wysłuchaniu historii o swojej latorośli postanowił zmienić zawód. Tak załamała go ta historia. Zrozumiał za razem że najważniejsze w życiu jest spełnianie swoich marzeń. Porzucił więc pracę w masarni i postanowił produkować pianina – coś o czym zawsze marzył.
Podczas gdy córka jego zaczęła spełniać się w nowym hobby – jeździe na dwa baty – on próbował wytworzyć idealny kształt pianina. Jako że konserwatywne środowisko pianistów z niechęcią przyjęło jego propozycję instrumentu w kształcie wielkiej krokwi, wypchnął je przez okno. Nieumyślnie spowodował tym samym śmierć jakiegoś psychopaty. Ironia losu chciała iż był to chłopak jego córki. Ten sam który mając kłopoty za asocjacją w społeczeństwie potrafił ulżyć jego córze. Jedyny który był szansą na jej normalność. Na szczęście ktoś czuwał nad szczęściem licealistów i Ci aż do matury mogli Cieszyć się nieskrępowany seksem.
A kioskarka? Wyleczyła twarz z ogólnego obtłuczenia, kupiła los na loterii i wygrała 20 milionów polskich złotych. Nie zdążyła przepić pierwszych 10 000 nim wylądowała na oddziale intensywnej terapii. Nie przeżyła. Pozostałe 19 milionów 990 tysięcy przypadło w spadku jej mężowi – producentowi pianin.
Jaki płynie morał z tej krótkiej opowieści? Nic nie daje tyle szczęścia co miłość Francuzka lub kto pianina przez okno wyrzuca ten wygrywa 20 baniek.
The End
Komentarze