Podobno wersji danego wydarzenia jest dokładnie tyle samo ile osób w nim uczestniczących. Która wersja jest prawdziwa? Niestety prawdopodobnie każda. Czy każdy człowiek pijąc wodę czuje taki sam smak? Czy każdy człowiek patrząc na niebo widzi ten sam kolor? Chyba każdy zadał sobie to pytanie choć raz jako dziecko. Prawdopodobieństwo odczuwania większych różnic w takim wypadku jest znikome a jednak percepcja potrafi płatać ogromne figle. Chłopak uśmiechający się do dziewczyny wydaje się być interesujący. Ten sam chłopak widząc uśmiech dziewczyny myśli że ma ona ochotę na seks. Za duże uproszczenie? Nie sądzę. O różnych kryteriach doboru partnerki słyszałem ale argumenty typu; wstążkę na szyi miała jak pies, albo: w podstawówce pisać nie umiała – po prostu zwalają z nóg. Może to jest ten przypadek rozszczepienia się świadomości? Może ja inaczej pojmuję ciepło rodzinne niż ktoś tam inny. Nie szkodzi mi to. Tylko na cholerę udowadniać wyższość systemu: choć porozwiązujemy sobie zadania z fizyki jądrowej nad: choć poprzytulamy się troszkę? Różni ludzie różne potrzeby. Tylko jedno mnie drażni. Hipokryzja. Wiem. Jesteś po prostu stworzony do życia rodzinnego. Ty się domem zajmiesz. Ty będziesz na miejscu. Ty jesteś wzorem wierności. Ty będziesz kochał naprawdę. Tylko gdzie jest ta niewiasta które będzie srać kawiorem i lać szampanem? Nie, nie zakładasz rodziny. W ogóle to jesteś jak woda, przeźroczysty, nijaki. Pisząc to miałem nie odwoływać się do konkretnych przypadków. Niestety z różnych przyczyn się odwołałem. Niektórzy mówią że prawda boli. Ja mówię że prawda nie istnieje. Tyle jest prawd ilu ludzi. W każdym się można przejrzeć jak lusterku. Jak bardzo Twój własny wizerunek będzie odbiegał od tego co zobaczysz? Spodobasz się sobie w oczach innych? Powiesz że to nie prawda? Odgryziesz się? Położysz lachę? To jest najlepsze wyjście. Daj mi siłę mieć to w dupie. Ja wiem i Ty wiesz i oni to wiedzą że Ty im jeszcze pokażesz. Tylko co?
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze