Otwieram oczy, przekrwione oczy, ledwo widzące oczy. Ból rozsadza głowę od środka. Jedyne czego chcę to pić. Biorę łyk soku pomarańczowego stojącego nieopodal na zasyfionym stoliku. Sok okazuje się być gazowany. Zwracam wszystko do zlewu…
To była pierwsza wielka miłość. Siedzę skacowany na ławce przed domem. Wir w głowie nie pozwala mi się ruszać, słońce opala mi ryj wbrew mojej woli. Każę odpierdolić się słońcu ale te nie słucha posyłam więc mu jeszcze serdeczne: „Chuj ci w dupę” i powracam do wspominania mej pierwszej.
Zaczynam rozpoznawać kolory… Nie! Wydawało mi się to dachówka spadająca nagle z mojego dachu uderzyła mnie w głowę powodując chwilowe powstanie wyższego stanu świadomości zupełnie jak po zażyciu środków odurzających ot choćby marychy z tym że nic nie musisz palić i kurewsko boli Cię głowa. Ale fazka niezła.
To z pewnością miejsce do którego kiedyś powrócę. Zachwyt na burzą czarnych włosów, błysk pięknych, orzechowych oczu. Uśmiech – słodki i obiecujący niesamowitą przyjemność. W końcu trzy długie pocałunki. Ulotność tamtych chwil majaczy mi w głowie zupełnie jak wypity alkohol. Już niedługo się ściemni. Pozostanę sam w ciemnościach jak chwile za którymi tęsknię. Wyobcowany, sam, porzucony i samotny. Iskierkę rozpala na chwilę jeszcze wizja płomiennie rudych włosów, małe piegi na snieżnobladej twarzy. Mętne spojrzenie i mętny krok po opróżnionej butelce wina. „Jesteś lekko rozmiękczona” – pada w znanym skeczu – była. Tylko że ja nie byłem. Kolejna kobieta mojego życia staje się samotna. Pewnie znajdzie się kiedyś w krainie szczęścia jakiego ja jej nie chciałem dać. Pssst… iskierka zgasła. Pogrążam się w ciemnościach, zapadam w sen. Kiedy obudzę się rano to nie będę się już bał…
To była pierwsza wielka miłość. Siedzę skacowany na ławce przed domem. Wir w głowie nie pozwala mi się ruszać, słońce opala mi ryj wbrew mojej woli. Każę odpierdolić się słońcu ale te nie słucha posyłam więc mu jeszcze serdeczne: „Chuj ci w dupę” i powracam do wspominania mej pierwszej.
Zaczynam rozpoznawać kolory… Nie! Wydawało mi się to dachówka spadająca nagle z mojego dachu uderzyła mnie w głowę powodując chwilowe powstanie wyższego stanu świadomości zupełnie jak po zażyciu środków odurzających ot choćby marychy z tym że nic nie musisz palić i kurewsko boli Cię głowa. Ale fazka niezła.
To z pewnością miejsce do którego kiedyś powrócę. Zachwyt na burzą czarnych włosów, błysk pięknych, orzechowych oczu. Uśmiech – słodki i obiecujący niesamowitą przyjemność. W końcu trzy długie pocałunki. Ulotność tamtych chwil majaczy mi w głowie zupełnie jak wypity alkohol. Już niedługo się ściemni. Pozostanę sam w ciemnościach jak chwile za którymi tęsknię. Wyobcowany, sam, porzucony i samotny. Iskierkę rozpala na chwilę jeszcze wizja płomiennie rudych włosów, małe piegi na snieżnobladej twarzy. Mętne spojrzenie i mętny krok po opróżnionej butelce wina. „Jesteś lekko rozmiękczona” – pada w znanym skeczu – była. Tylko że ja nie byłem. Kolejna kobieta mojego życia staje się samotna. Pewnie znajdzie się kiedyś w krainie szczęścia jakiego ja jej nie chciałem dać. Pssst… iskierka zgasła. Pogrążam się w ciemnościach, zapadam w sen. Kiedy obudzę się rano to nie będę się już bał…
Komentarze