Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spadających samolotów, jedynie słusznych symboli religijnych. Boje się tego że państwo chce mi zapewnić bezpieczeństwo. Nie chcę jeździć na rowerze w kasku, kochać się w prezerwatywie, kroić kotleta w ochraniaczach żebym nie upierdolił sobie przypadkiem ręki. Dawno temu zdarzało się że dwóch naukowców w różnych częściach świata odkrywało te same zjawisko niezależnie od siebie. Dziś to się nie zdarzy. Naciśnięcie przycisku otwiera menu telefonu. Własność intelektualna. Zapłać za licencję. Tak bardzo chciałbym opatentować drapanie się w dupę, uprawianie seksu i oddychanie. Tak bardzo chciałbym aby ściany mojego domu nie były płaskie. Jest tyle pięknych brył na świecie. Czemu akurat sześcian? Czemu słońce świeci dziś tak samo jak wczoraj? Czemu ja? Czemu noga? Tylko chuj jest taki życiodajny. Taka magiczna różdżka. Jeśli wiesz jak jej użyć daje możliwość tworzenia rzeczy cudownych. Rozglądasz się dookoła a magię masz w spodniach. Dziękuję. Udowodniłem swoją tępotę/błyskotliwość i już wystarczy. Nic nie udowodniłem. Nic się nie liczy. Wybory dokonują Ciebie każdego dnia. Taniec Cię tańczy. Aparat robi Tobą zdjęcia. Parówki z tektury wskakują z biedro wprost w Ciebie. Z Ciebie do sracza. Ze sracza kanalizacją z powrotem do fabryki. Koło się zamyka. Koniec.
Nie ma kresu miłość Twa. Miłość którą możesz dać. Kiedy czujesz się tak niedoskonale To wspaniale! Być może ledwo żyjesz ale oddychasz… I nie ma wątpliwości on jest w swoim pokoju Pewnie ogląda porno z Twoich podbojów. Już najwyższy czas. A Ty ostatnia wychodzisz. A Ty myślałaś że możesz zmienić świat przez rozchylenie nóg. To nie jest dalekie od prawdy. Spróbuj w zamian rozdawać kopniaki. A Ty myślałaś że możesz zmienić jego Przez zmianę perfum na te w stylu jego Matki Och Boże Marzena, czemu? Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny… W tym samym barze w którym uderzyłaś pięścią w stół I powiedziałaś: Zakochałam się. Wcale nie! Jesteś tylko jeleniem dla tych którzy po Tobie jeżdżą! I nie ważne co zrobię lub powiem. Ten głupi chuj i tak na Tobie swą łapę położy Jesteś nieuleczalną schizotyczką No chyba że okres masz I jeśli wrócisz do niego To schowam w dłoniach twarz Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny… Nigdy nie spotkałem bardziej niemożliwej dziewczyny… ...
Komentarze