Wczesne popołudnie było. Za oknem lał deszcz, za ścianą lał sąsiad, psy szczekały dupami. Remigiusz wsłuchiwał się właśnie w krople wody rozbryzgujące się na szybie jego okna. Nie był pewien czy okno staje się co raz bardziej mokre czy co raz mniej suche. Nie wpadł jednak na pomysł że oba te zjawiska mogą zachodzić równocześnie. Fajki rozsadzały mu płuca od wewnątrz, czaszka miała za chwilę implodować a wątroba zrezygnowała już nawet z pisania podań o urlop zdrowotny. Remigiusz doszedł do wniosku iż tak naprawdę mógłby upodobnić się do szyby w jej staraniach o nawilżenie swojej powierzchni. Ba! Doszedł nawet do tego że mógłby być dużo bardziej skuteczny! Wyczołgał się przed dom, na deszc, ryjem w błoto. „Tak!”- pomyślał – „Ryj w błoto! To jest to.” Zaczerpną garść, potem drugą i nie odrywając ryja od ziemi począł wcierać sobie ów środek leczniczy w te miejsca głowy które styczności z ziemią aktualnie nie posiadały. Lepiej mu się zrobiło. Gdy już tak się mu zrobiło że było lepiej ...