Jaki to był dzień dokładnie nie pamiętam. Stałaś na chodniku taka niewinna i piękna. Od tamtej pory byłem Ci szoferem i nikim więcej. Spytałaś tylko czy wypada Ci jechać takim samochodem. Ten samochód był nie wart Ciebie. Zrodzona w znaku koziorożca, nad wyraz skromna i taka śnieżno biała. Ten kolor włosów zwą blond. Strażniczka wiedzy tajemnej. Pani pożółkłych kart. Zawsze urzekała mnie w ludziach umiejętność cieszenia się z rzeczy małych. - Patrz! - To oni? - Tak. -To dla nas? - Tak. - Jak pięknie. Łzy spływały Ci po policzkach. To były łzy szczęścia. Otoczona drucianym kołem, ściśnięta między fotelem a kanapą rozglądałaś się dokoła. To była krótka droga. To była metaforyczna droga. Droga z której nie wraca się już nigdy taką samą. Pozornie nie zmienia się nic. W rzeczywistości odmienia się wszystko. Niewidzialne kajdany spinają ręce. Piętno pręgierza przypisane dla każdego w imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Nie znając Ciebie mogę być bardziej spokojny. Mogę się o nic nie martwi...
Have you ever noticed ? That I'm not acting as I used to do before.