
Często takie myśli pojawiają się w szkole. Pewnie jeszcze w paru innych zawodach też i przestaje to być wtedy śmieszne. Często przed oczami staje przyszły menel i nie sposób odpędzić się od tej myśli. Pewnie nie powinno tak być. To nie powinno się stać. Te same szansy edukacyjne powinny sprawić że każde dziecko ma szansę wyrosnąć na kogoś ważnego. Prawda jest jednak taka że obecny system szkolny faworyzuje w zasadzie tylko jeden rodzaj inteligencji i np dzieciak z uzdolnieniami sportowymi będzie się przez całe szkolne życie męczył. Do tego dochodzą postawy rodziców którzy popadają z skrajności w skrajność. Jedni mają swoje dzieci i ich edukację kompletnie w dupie, inni zaś zapisują swoje pociechy na wszelkie możliwe zajęcia dodatkowe odbierając im tym samym jakikolwiek czas wolny. To z resztą i tak nie jest jeszcze powód do trwogi. Brak wolnego czasu wszakże w pewnym sensie może chronić przed głupotą. Problem pojawia się wtedy gdy rodzice na siłę chcą zrobić z dzieci prawników, lekarzy i ekonomistów pod czas gdy dzieci wolałyby być rolnikami, sportowcami i aktorami. Znane mi są pewne przypadki przymuszania. Znane są też przypadki kiedy całkiem zdolne dzieci nazywane są w domu matołami i odsądzane od czci i wiary. Motywacja polegająca na ciągłym ganieniu zdecydowanie nie buduje zapału a dużo częściej potęguje bunt wobec nauki. W końcu kto lubi robić coś co mu kompletnie nie wychodzi? Przez całe niemal dzieciństwo szkoła wiązała się dla mnie z nieustającym poczuciem krzywdy i teraz gdy sam mogę nauczać widzę to jeszcze bardziej. Czuję to jeszcze mocniej a jednak często nie da się zrobić nic co mogło by cokolwiek zmienić. Szkoda...
Komentarze