Przejdź do głównej zawartości

Żbique & Burrittos

Dzień był słoneczny, las był zielony a czas był najwyższy aby zacząć opowieść. Żbiczek wędrował przez zielony las w celu odnalezienia eliksiru szczęścia. Żbiczek co prawda nieszczęśliwy nie był ale chciał zasnąć na parę lat i obudzić się za jakiś czas po to by móc już sobie normalnie spokojnie żyć. Eliksir o nazwie „Supreme Happiness o smaku brzoskwiniowym” znajdował się podobno gdzieś w pobliżu wielkiego wodospadu którego strzegł mistyczny stwór. Nie zrażony ewentualnymi przeciwnościami chyży Żbik wymijał chyżo drzewka podśpiewując:

„Jestem sobie chyży Żbik!
Na swych łapkach fik, fik, fik,
Brykam sobie magnifique!
Taki ze mnie chyży Żbik!”


I tak sobie brykał chyży Żbik w kierunku wodospadu który jak legenda głosiła był wielki i którego strzegł mistyczny stwór który podług tej samej legendy dla każdego wyglądał inaczej.

Drzewko w lewo
Drzewko w prawo
Skacze Żbiczek
Żywo, żwawo

I tak by ów kochane stworzonko pomykałoby w nieskończoność gdyby nie fakt że nieskończoność jest jakby trochę abstrakcją a samo kochane stworzonko wiedziało dokąd zmierza. – „ O rajuśku!” Wybełkotał w końcu na widok wielkiego szamana strzegącego smacznego brzoskwiniowego eliksiru o nazwie „Supreme Happiness” „Nie może być! Kanapka!”
- „Jam jest Burrittos!” – odparł szaman którego omyłkowo został wzięty za kanapkę a właściwie to do dziś najstarsi górale nie wiedzą czy można tu mówić o pomyłce gdyż jak wiadomo szaman w oczach każdego wygląda inaczej i być może właśnie w oczach Żbiczka przybrał formę kanapki.
- „ O rajuśku! Kanapka która mówi i w dodatku nazywa się jak kanapka”
- „ Burrittos to moje imię.” – Odrzekł szaman – „A jeśli chodzi Ci o tę meksykańską potrawę to bardziej naleśnik niż kanapka..
- „Zejdź mi lepiej z drogi naleśniku bo jak nie to pokaże Ci co my Żbiki robimy z takimi kanapkami o dziwnych nazwach jak ty!” – Zagroził Żbiczek ale na nic się to zdało gdyż poirytowany takim obrotem spraw szaman zamienił żbika w zieziórkę.
- Ojej, jestem jakimś rudym kotem drzewnym – zapłakał Zieziór
- Więc może w tej postaci będziesz mogła mnie posłuchać Ziezióro Ty jedna – Powiedział Burrittos Zieziórce jakby ta nie wiedziała że jest teraz tym czym jest a czym nie była jeszcze przed chwilą.
-Myślisz że jako Zieziór nie jestem w stanie zjeść naleśnika?
- Boże, jakaś ty uparta. Posłuchaj mnie rudy orzeszniku ty: Ja jestem ów szamanem którego na drodze swej spotyka każdy kto wędruje w poszukiwaniu eliksiru o dźwięcznej nazwie „Supreme Happiness o smaku truskawkowym”
- Więc to tak? Ale ja myślałam że eliksir ma być o smaku brzoskwiniowym…
- Nie wiesz że telewizja kłamie?
- !?
- Z resztą jakie ma znaczenie smak skoro wieczną radość ma wnieść do twojego serca ów eliksir o nazwie której nie powtórzę i o smaku który nie ma znaczenia ale o tym właśnie mówię więc możesz jeszcze tego nie wiedzieć?
- Mówisz strasznie skomplikowanym językiem jak na zwykłą kanapkę.
- To jak? Chcesz odnaleźć ów eliksir który pomoże odnaleźć to czego w życiu szukać nie trzeba a jednak wszyscy to robią?
- Się wie!
- No to słuchaj Ziezióro jedna. Po pierwsze to eliksiru nie można wypić pod postacią Ziezióry więc twoim pierwszym zadaniem będzie odmienienie się z tej postaci w postać poprzednią lub dowolnie inną. Po drugie Musisz znać odpowiedź na zagadkę która brzmi tak:

Niebo nad głową
Ty jesteś na Ziemi
Gdy piekła zabraknie
Czy coś się zmieni?

Nie śpiesz się z odpowiedzią. Jest to zadanie w gruncie rzeczy bardzo proste ale odpowiadać możesz tylko raz a odpowiedź swoją musisz uzasadnić więc miej się na baczności O trzecim zadaniu powiem Ci dopiero wtedy kiedy pierwsze dwa ostaną w niwecz obrócone to znaczy że nie będziesz musiała się z nimi mierzyć ponieważ będziesz to już miała dawno za sobą.
- Mówiłam Ci że bardzo dziwnie mówisz jak na kanapkę?
- Tak. A tak na marginesie to skąd ty możesz wiedzieć jak mówią kanapki?
- Nie mówią!
- I to jest właśnie dziwne…

Skonfundowany Żbiczek pod postacią zieziórki hycał sobie z drzewka na drzewko to obgryzł korę to zjadł orzeszka i nie wiedząc dokąd miał się udać i co z sobą zrobić ani o co tak naprawdę chodziło kanapce stanął na środku drogi i zaczął płakać. Poniewczasie został pochwycony w dłonie jakiegoś człowieka. Gruby, rozczapierzony brunet o piwnych oczach wpatrywał się w nią chwilę po czym powiedział: Come na House Zieziór. I poszli razem a właściwie to olbrzymi chłopak poszedł a Żbik pod postacią bynajmniej nie swoją został poniesiony. Niecałe pół godziny później jako zieziórka znajdował(a?) się w nowym domku. Mała dziupla na środku ogrodzonego podwórza z którego nijak nie było widać drogi wyjścia spodobała się Żbiczkowi – zieziórkowi od razu zasną w miękkiej ściółce przygotowanej specjalnie dla niej. Miękko i przytulnie z dala od problemów z poszukiwaniem eliksiru szczęścia to było to! Szczęście było gdzieś daleko stąd ale w tej chwili nie miało to znaczenia bo Żbiczek sobie smacznie spał.

Nad ranem przywitał ją zapach świerzych orzeszków przyniesionych przez chłopca. Żbik schrupał je od razu i zaczął się zastanawiać jak tu wyrwać się z niewoli ale niestety! Wyjścia nie było. Po za tym nie było po co uciekać. Przecież ów chłopak wydawał się dobry i coś takiego dobrego mu z oczu patrzyło że aż żal go było zostawiać. Taki samotny i… Żbiczek został. Jeden dzień potem drugi i trzeci. Mijały lata a Żbiczkowi było dobrze pod postacią Ziezióra i ani myślał o uciekaniu. Ba, zapomniał już nawet o chęci odnalezienia tajnego eliksiru o nazwie „Supreme Happiness” aż do czasu kiedy ze swojej dziupelki zaobserwował kiedyś chłopca niosącego tajemniczą butelką lekko świecącą w odcieniu zieleni. Chłopak podszedł do niej z ów flaszeczką i rozpoczął konwersacje ze swoją ulubioną bo jedyną koleżanką. Robił tak od pierwszego dnia kiedy wiewiórka zawitała w jego domku. Dzięki temu był mniej samotny, poza tym miał kim się opiekować i to utrzymywało go przy życiu. Wiewiórka natomiast strzygła uszkami na jego widok jak tylko mogła i machała wesoło ogonkiem. Bardzo lubiła te ich wspólne konwersacje mimo iż sama nie mogła się odezwać. Tym razem chłopak powiedział jednak coś co sprawiło iż dalsza zażyłość między nimi nie potoczyła się tak jak sobie to wszyscy wyobrażamy. Chłopak oznajmił że w butelce jest tajemny napój o smaku kiwi i dźwięcznej nazwie „Supreme Happiness” Niestety mówiąc to potknął się i przewrócił upuszczając butelkę. Zieziórka nie namyślając się wiele pobiegła za toczącą się butelką. W dziwaczny sposób ale jednak ją odkręciła i natychmiast małym pyszczkiem opróżniła ją z zawartości. Dopiero wtedy spojrzała na chłopca który leżał nie opodal nieprzytomny. A może coś mu się stało? Za późno był już na takie rozważania gdyż Żbiczka ogarniał właśnie sen. „A jednak legendy kłamały” – pomyślała zapadając w sen. „Nie trzeba się użerać z żadną kanapką aby przespać lat kilka i obudzić się szczęści…” – Nie dokończyła myśli bo zapadła w sen.

- Hej, hej!
- To znowu ty?
- Hej, hej. Aniu. Pora wstawać.
- Aniu? Najpierw robisz ze mnie Ziezióra a teraz nawiedzasz mnie we śnie i nazywasz mnie obcymi imionami?
- Wstawaj!

Żbiczek zerwał się na równe nogi po czym dość niezdarnie klapnął na tyłek. Był w szoku ponieważ nie był już Zieziórem. Nie był też niestety Żbiczkiem. Był a właściwie była młodą dziewczyną. Nie minęło wiele czasu kiedy Ania (bo to chyba najwłaściwsze tej niewieście imię) przeżyła drugi szok. Niedaleko jej leżały pożółkłe kości chłopca który opiekował się nią przez cały czas kiedy była wiewiórką. Zaczęła płakać. Gorzkie krople spadały na ziemię tak długo aż nie było czym już płakać. Żbiczek pod postacią ładnej blondynki o niebieskich oczach wstał i skierował się w kierunku bramki którą codziennie chłopiec wychodził do lasu. Niestety była zamknięta i nijak nie dało się wyjść. Nigdzie nie było widać też w około klucza. Ania znowu rozpłakała się gorzkimi łzami. „To jest to wieczne szczęście którego zaznaje się po wypiciu eliksiru?”
- Ależ pewnie że nie! – z nikąd wyrósł przed nią Burrittos. – Mówiłem Ci przecież, o czym Ty zapomniałaś, iż wywaru nie wolno pić pod postacią wiewiórki.
- …
- Tak ale skoro nie jesteś już pod jej postacią to może znasz odpowiedź na zagadkę:

Niebo nad głową
Ty jesteś na Ziemi
Gdy piekła zabraknie
Czy coś się zmieni?

- …
- Czy jesteś aby tego pewna?
- Czego?
- Tego że nie wiesz.
- Nie wiem.
- To bardzo proste
- Kiedy ja nie wiem…
- Posłuż się przykładem. Stałaś na ziemi kiedy porwał Cię ktoś i otoczył opieką ale ty nie chciałaś czegoś więcej. Właściwie to niewiadomo czego. I wtedy kiedy byłaś Żbikiem i wtedy kiedy Wiewiórką a teraz już sama nie wiesz czego chcesz ale z pewnością czegoś Ci brakuje.
- …
- Zakładając że niebo to warstwa dobra, piekło to warstwa zła natomiast ziemia to wypadkowa tych dwóch warstw to kiedy zabraknie piekła to…
- Ziemia zajmie jego miejsce
- Wydajesz się rozumieć
- Wydajesz się mieć dziwne alegorie i przykłady jak na kanapkę. Tylko co ja mam z tym teraz począć co? Jest mi jeszcze gorzej niż było gdy zaczęłam szukać tego cholernego eliksiru.
- Zważywszy na fakt że spełniłaś dwa postawione przez mnie warunki…
- Jaki jest trzeci?
- Podrap mnie po plecach?
- Żartujesz chyba?
- Skąd że znowu.

I podrapała Ania Burrittosa po plecach mimo iż sałata z niego sterczała. Burrittos puścił do niej oczko po czym wycieńczona nadmiarem emocji biedulka zasnęła. Wizje różnokolorowych eliksirów krążył jej przed oczami. Kanapki przepływały przez strumienie jej wyobraźni. Sen wydawał się nie kończyć nigdy. Obudziła się rano wtulona w ramiona swojego chłopaka. Jakież to było szczęście! Znowu być małym Żbiczkiem – dziewczynkiem – Aniem.
- Co dziś robimy?
- Odwiedzimy Miyoshi jak tylko Zenek wstanie.
- Kto?
- Bartek.
- Że kto proszę? – Zapytała lecz w tym momencie drzwi od sąsiedniego pokoju otworzyły się a w nich staną Bartek i rzekł: - „Możesz mówić mi Burrittos” – puszczając oczko ;)

Komentarze

Anonimowy pisze…
sam to wymyśliłeś?? bo dziwnie mi trąca o jakąś patologię w Twojej głowce.. czy aby wszystko OK? bo takiej wyobraźni to można Ci pozazdrościć ;) - powiedział: preZes i puścił oczko -

Popularne posty z tego bloga

Chciało mi się pisać.

Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...

Dualność

Piątek, samo południe, dach najwyższego budynku w mieście. Na krześle siedzi blond dziewczyna o niebieskich oczach. Jest przywiązana do krzesła, ma knebel w ustach. Wokół niej krąży nerwowo młody mężczyzna: wysoki, przystojny brunet. Trzyma w ręku nóż. W jego ustach rodzi się krzyk: -Jak mogłaś! – Łapie się za głowę, wyrywa z niej włosy. – Ufałem Ci! Pozwalałem na wszystko a ty i tak chciałaś więcej! Musiałaś się z nim przespać, tak? Byłaś dla mnie ucieleśnieniem wierności i czystości. Zawsze kiedy obnażałaś się przedmą czułem się jakbym wchodził do świątyni, z zażenowaniem przeżywałem każdą chwilę jakbym był niegodzien jej dostąpienia. Pragnąłem zawsze dać ci w zamian to wszystko czego chciałaś i czego potrzebowałaś. Czułem że tylko w ten sposób mogę ci się odwdzięczyć za mistycyzm piękna którym mnie obdarzyłaś. Ale nie! Tobie było mało! Gdy teraz patrzysz mi w oczy myślę ile czasu upłynie nim się wyrzygam. Zapragnęłaś wolności, tak? To teraz słuchaj. Słuchaj mnie uważnie bo będę osta...