Przejdź do głównej zawartości

Czerwcowy deszcz

To był dzień piękny czerwcowy. Ona była tu a on tam. Oni byli gdzie indziej. Nie byli ze sobą. I tak mocno się kochali – on w niej, ona z innym w samochodzie. Ta historia nie ma sensu, ona nie kończy się dobrze. Happy end poszedł gdzieś daleko na piwo i nie przybędzie na czas żeby skończyć się dobrze. Złamane serce – jak to banalnie brzmi jakie to jest wszystko błahe. Ale jemu nie wydaje się to błahe – on zostaje rzucony na kolana. Wydarty zakrwawiony narząd, pompujący krew zazwyczaj, ocieka sobie teraz z resztek płynów, leży gdzieś w kącie na podłodzie i miota się bezradnie jak ryba wyrzucona na brzeg. Już niedługo jego akcja ustanie, już niedługo będzie słychać przeraźliwy bezlitosny pisk. Już za chwile… pik, pik, pik, piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii………………… Cisza. Jeszcze chwila, zbiegają się lekarze, próbują go ratować. Ale jego już nie ma, unosi się ponad ich głowami roniąc łzy. Płacze nawet teraz po swojej śmierci choć nigdy tego nie robił. Gorzkie łzy goryczy są tak szczere i tak bolesne że przenikają ze świata umarłych do świata żywych. Jego gorycz wkrótce zostanie ukojona lecz teraz wraz z nim płacze całe niebo. Na głowy ludzi spadł deszcz bólu, żalu i tęsknoty. Spadł na drzewa, domy i samochody. Także na ten samochód w którym ona czuła się lepszą kobietą. Czuła się bardziej doceniona, bardziej kochana i lepiej wylizana. Wylizana tak dobrze że nawet nie miała odwagi mu o tym powiedzieć jak obca ślina zajebiście ją podnieca kiedy wysycha powoli wokół jej warg i miesza się z jej śliną. Lecz okazji ku temu aby rzec mu to osobiście już nie będzie. On odszedł, ona żyje. Razem już nie będą, o nie. On już zgasł i trwać nie będzie, skończył się. Ona nazwie go idiotą choć żal jej będzie, troszkę. Trochę szkoda że tak głupio się skończyło ale żyć trzeba. Zarabiać pieniądze. Nic za darmo nikt jej nie da. Żyć w spokoju będzie, ni w bogactwie ani w biedzie. Będzie rodzić dzieci mężom czterem. Czasem tylko wspomni iż spotykała się z takim jednym zerem co dokonał żywota w pewien dzień czerwcowy. Piękny dzień czerwcowy którego oddawała się innemu w samochodzie i właśnie wtedy spadł deszcz. Deszcz goryczy pada do dziś za każdym razem gdy on, gdzieś hen daleko wśród chmur, wspomina tamte dni. A gdy tak się dzieje płacze z nim całe niebo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chciało mi się pisać.

Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...

Dualność

Piątek, samo południe, dach najwyższego budynku w mieście. Na krześle siedzi blond dziewczyna o niebieskich oczach. Jest przywiązana do krzesła, ma knebel w ustach. Wokół niej krąży nerwowo młody mężczyzna: wysoki, przystojny brunet. Trzyma w ręku nóż. W jego ustach rodzi się krzyk: -Jak mogłaś! – Łapie się za głowę, wyrywa z niej włosy. – Ufałem Ci! Pozwalałem na wszystko a ty i tak chciałaś więcej! Musiałaś się z nim przespać, tak? Byłaś dla mnie ucieleśnieniem wierności i czystości. Zawsze kiedy obnażałaś się przedmą czułem się jakbym wchodził do świątyni, z zażenowaniem przeżywałem każdą chwilę jakbym był niegodzien jej dostąpienia. Pragnąłem zawsze dać ci w zamian to wszystko czego chciałaś i czego potrzebowałaś. Czułem że tylko w ten sposób mogę ci się odwdzięczyć za mistycyzm piękna którym mnie obdarzyłaś. Ale nie! Tobie było mało! Gdy teraz patrzysz mi w oczy myślę ile czasu upłynie nim się wyrzygam. Zapragnęłaś wolności, tak? To teraz słuchaj. Słuchaj mnie uważnie bo będę osta...