Rok temu o tej porze miałem wszystko w dupie, tak mi się wydaje. Dziś nie daje mi o sobie zapomnieć perfidna poprawka z British life. Tak głupio się stało. I że tak powiem: męski narząd rozrodczy. Zostałem sam w Węgorzewie i niby powinienem mieć teraz dużo czasu na zaglądanie do książek ale jak to się nazywa? Brak motywacji? Trudno sprężyć się i zajrzeć do książek. Czy ktoś nie powinien zapierdolić mi w łeb i powiedzieć ; "Weź się kurwa do roboty Tymon. Co ty kurwa robisz? Na co czekasz?" A ja mu wtedy na to: "jajco! a sam to co? lepszy jesteś? idź się ruchać!" A ta osoba ; "no to może poruchamy się razem?" A ja: "Dobra z tym że ja jestem na górze" Więc jak sami widzicie z tej sytuacji wyjścia chyba nie ma. Proszę życzyć mi powodzenia.
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze