Źródło obrazka: http://www.wallpaperdev.com/wallpaper/1920x1200/social-media-desktop-wallpaper-52131.html
To chujowe kiedy tak świat Cię omija. Odczuwasz wtedy takie jebane FOMO. Fear of Missing Out. I znowu sprawdzasz fejsbuk. Fejsbuka może. I znowu jesteś na bieżąco ze sobą. Ze znajomymi. Teraz już wiesz że Krysia ma okres, Radosław kotka, a Zosia fajne wakacje.
Zaraz? Gdzie to ja byłem? Dworzec może. Może restauracja. Może morze. Na wszelki wypadek jebnę fotkę, żeby potem sprawdzić gdzie byłem. Z resztą chuj z tym gdzie. Ważne ile lajeczków. Lajeczki są solą życia. Już nawet nie liczy się kto Ci obciąga, jeżeli nikt tego nie polubi. Następnym razem kiedy zrobisz mi pałę, nie zapomnij o tym napisać na moim wallu.
To jednak nie morze. To góry. Poznaje po tym że nie ma zasięgu. Za daleko polazłem. Jestem jedną z tych ryb które wolą być w sieci. Cały czas podłączony. Nawet kiedy śpię. Nawet kiedy piję. Google! Raise your glass!
A może by tak jakiś implant wszczepiany do penisa? Miałem znajomego który pisał o tym na fejsie że właśnie idzie dymać swoją żonę. Potrafił o tym pierdolić przez dwie godziny. Jej chyba nie, bo dziś już nie ma żony. Wiecie ile małżeństw można by uratować dzięki temu wynalazkowi? Implant który po wykryciu, że jest w pochwie sam zmieni status na facebook'u? "Właśnie dymam się z Kasią". Lajeczki, lajeczki, lajeczki. Tylko jeden hejterski komentarz od żony. Da się przeżyć.
A po śmierci walnijcie mi: "Piotr jest sztywny jak nigdy dotąd" na każdym koncie użytkownika jakie mam. Sam już nie pamiętam haseł do połowy z nich. I lajeczki. Konicznie dużo lajków. Umarł Chuj! To status Twój. Lajeczki jednak dla mnie.
I nawet Śnięty Piotr w niebie ma swoje pliki w chmurze. Niestety żeby mieć dostęp do tych akt, nie każdy to wie, trzeba być offline.
I'm disconnecting for now.
Peace out!

Komentarze