Rozmowa w pewnym kręgu na temat x. X ma piętnastoletnią dziewczynę. Nie było by w tym może nic dziwnego gdyby nie to że x sam ma lat czterdzieści parę. Przez bardzo dużą część życia podobały mi się starsze kobiety. Młodsze zawsze przypominały dzieci które nie są warte zainteresowania. Bez wyrazu, bez wdzięku, bez sensu. Dziś X może być w pewnym sensie moim idolem. On spełnia swoje marzenia czy też daje upust swoim rządzom. Jak zwał tak zwał. Czy to szatan nas opętał? Czy tak też biologicznie zostaliśmy stworzeni iż te rządze nami targają? Jak nie piętnastolatka to trzydziestka piątka. Jak nie studentka to nauczycielka. Jak nie klientka to ekspedientka. Tyle wspaniałych możliwości i każda w pewnych okolicznościach może wydać się podniecająca. Gdyby jeszcze kobiety były tak chętne jak twierdzą czasami że są to strach sobie wyobrazić świat. Raj pełen rozkoszy. Zakupy – tegeszonko, praca – tegeszonko, weekend nad wodą – tegeszonko. Aż by się odechciało. No ale jak miało by się to stać kiedy wokół pojawiały by się wciąż nowe bodźce? Chyba że na zasadzie zmęczenia materiału jak w momencie kiedy codziennie próbujesz nowego egzotycznego owocu aż w końcu nie samych owoców masz dość tylko tej całej egzotyki. Ale kto Ci wtedy zabroni zjeść zwykłe jabłko?
Zostaliśmy wychowani w dziwny sposób. Sporo mężczyzn myśli że kobiety nie lubią seksu. Że trzeba cały czas odwracać ich uwagę od tego co się z nimi chce zrobić żeby potem kiedy ona jest już dostatecznie ogłupiona – zrobić to. To oczywiście bzdura. Ale młodzież czerpiąca swoją wiedzę z TV, podwórka czy czego tam jeszcze taki tok myślenia często sobie przyswaja. Kobiety zaś w dużym skrócie szukają stabilności i wierności. Są tak od małego nastraszone ciążą i wychowywaniem dzieci że części z nich jeszcze przez pierwszych kilkanaście razy pojawiają się przed oczami sterty pieluch co nie pozwala im się skupić na tym co ważne. Jest też drugi biegun na którym są nastoletnie mamusie. Je widocznie nie dość dobrze straszono. Nastoletnie mamy które debiutują już w gimnazjum i na debiucie delikatnie mówiąc nie kończą.
Jeśli każe nie myśleć Ci o różowym słoniku to z pewnością i tak o nim pomyślisz. Jeżeli absolutnie wzbronię Ci nie myśleć o jego różowej trąbce i kudłatych uszkach a już na pewno o czterech słonikowych nogach to…. No właśnie przed Twoimi oczami właśnie stoi różowy słoń prawda?
No więc tak samo jest z tymi gimnazjalistkami. Znamy je z artykułów w Newsweek’u czy z innych źródeł. Mało kto zna je naprawdę. Jak ja bym chciał takie gimnazjalistki znać. Przelecieć? Któż to wie? Jeżeli nie stoisz przed otwartymi drzwiami, to możesz opowiadać wszystkim, że przez nie nie przejdziesz. Moja druga połówka pokazywała mi kiedyś artykuł w którym była historia 30 latka który przygotowywał pewną licealistkę do matury. Bardzo dobrze ją przygotował jeśli wiecie co mam na myśli. Później się bodajże pobrali.
Skaczę tak trochę myślami od zdarzenia do zdarzenia ale nie o to tu chodzi żeby porządkować zdarzenia aby powstał ładny artykuł tylko żeby przelać tok myśli na papier. Będąc na praktykach w II LO w Białymstoku poznałem taką właśnie maturzystkę. Nie miałem co prawda wtedy lat trzydziestu ale dla mnie to była jakaś zmiana. Po raz pierwszy zafascynowała mnie kobieta wyraźnie młodsza. Parę lat różnicy w dół w moim wypadku to było już naprawdę coś. Nie podążyłem za swoją fascynacją. Co prawda spotykałem się z nią ale zawsze na stopie koleżeńskiej. Podteksty niezbyt koleżeńskie momentami były nie do uniknięcia. Nigdy nie przekroczyłem pewnej granicy.
Tak samo jak podczas pewnego spotkania z pewną śliczną brunetką a było to w jeszcze w czasach kiedy chodziłem z B. Ona była w Białym a ja w Wegas. No i umówiłem się na spotkanie z inną dziewczyną. Niby nic, w końcu raz na jakiś czas można spotkać się z koleżanką. Problem polegał na tym że ta „koleżanka” bardzo mocno mnie pociągała. Piękny to wieczór był. Mogłem godzinami się wpatrywać w jej orzechowe oczy. Nie spałem potem całą noc. Do niczego absolutnie nie doszło. Ja postanowiłem być wiernym jak diabli. Nie wiedziałem onegdaj że w samym czasie B. zrozumiała że jej silna wola nie jest taka silna a jej poczucie wierności różni się delikatnie od deklarowanego. Po jakimś czasie i ja to zrozumiałem. Zrozumiałem też że takich okazji przepuszczać się nie powinno. Powinienem ją wtedy pocałować. Przynajmniej miałbym miłe wspomnienie (i tak jest miłe) a jednak kiedy ponownie stanąłem w podobnej sytuacji znowu odezwała się w mnie wierność. Kurwa mać – mogłaby się nie odzywać. Teraz pozostanie smutek, żal – jak to mówią.
Nie żebym był święty. Święty nigdy nie byłem. Różne rzeczy z dziewczętami miały miejsce. Nie zawsze mieszczące się w ogólnie przyjętych normach etycznych. Ale za każdym razem kiedy słyszę o tym że x zgłupiał na starość i chodzi z piętnastolatką to mu zazdroszczę. Zazdroszczę mu że miał tę odrobinę zuchwałej odwagi aby sięgnąć po to co w nim ukryte na dnie. Postawić na szali całe swoje dotychczasowe życie i opinię społeczną. Zazdroszczę że miał odwagę chrzanić to wszystko i po prostu grzeszyć. Chciałbym być dumny ze swoich wyborów. Może kiedyś będę. Dziś wydaje mi się że czego bym w takiej sytuacji nie wybrał i tak bym nie był. A może jest jeszcze trzecie wyjście?
Zostaliśmy wychowani w dziwny sposób. Sporo mężczyzn myśli że kobiety nie lubią seksu. Że trzeba cały czas odwracać ich uwagę od tego co się z nimi chce zrobić żeby potem kiedy ona jest już dostatecznie ogłupiona – zrobić to. To oczywiście bzdura. Ale młodzież czerpiąca swoją wiedzę z TV, podwórka czy czego tam jeszcze taki tok myślenia często sobie przyswaja. Kobiety zaś w dużym skrócie szukają stabilności i wierności. Są tak od małego nastraszone ciążą i wychowywaniem dzieci że części z nich jeszcze przez pierwszych kilkanaście razy pojawiają się przed oczami sterty pieluch co nie pozwala im się skupić na tym co ważne. Jest też drugi biegun na którym są nastoletnie mamusie. Je widocznie nie dość dobrze straszono. Nastoletnie mamy które debiutują już w gimnazjum i na debiucie delikatnie mówiąc nie kończą.
Jeśli każe nie myśleć Ci o różowym słoniku to z pewnością i tak o nim pomyślisz. Jeżeli absolutnie wzbronię Ci nie myśleć o jego różowej trąbce i kudłatych uszkach a już na pewno o czterech słonikowych nogach to…. No właśnie przed Twoimi oczami właśnie stoi różowy słoń prawda?
No więc tak samo jest z tymi gimnazjalistkami. Znamy je z artykułów w Newsweek’u czy z innych źródeł. Mało kto zna je naprawdę. Jak ja bym chciał takie gimnazjalistki znać. Przelecieć? Któż to wie? Jeżeli nie stoisz przed otwartymi drzwiami, to możesz opowiadać wszystkim, że przez nie nie przejdziesz. Moja druga połówka pokazywała mi kiedyś artykuł w którym była historia 30 latka który przygotowywał pewną licealistkę do matury. Bardzo dobrze ją przygotował jeśli wiecie co mam na myśli. Później się bodajże pobrali.
Skaczę tak trochę myślami od zdarzenia do zdarzenia ale nie o to tu chodzi żeby porządkować zdarzenia aby powstał ładny artykuł tylko żeby przelać tok myśli na papier. Będąc na praktykach w II LO w Białymstoku poznałem taką właśnie maturzystkę. Nie miałem co prawda wtedy lat trzydziestu ale dla mnie to była jakaś zmiana. Po raz pierwszy zafascynowała mnie kobieta wyraźnie młodsza. Parę lat różnicy w dół w moim wypadku to było już naprawdę coś. Nie podążyłem za swoją fascynacją. Co prawda spotykałem się z nią ale zawsze na stopie koleżeńskiej. Podteksty niezbyt koleżeńskie momentami były nie do uniknięcia. Nigdy nie przekroczyłem pewnej granicy.
Tak samo jak podczas pewnego spotkania z pewną śliczną brunetką a było to w jeszcze w czasach kiedy chodziłem z B. Ona była w Białym a ja w Wegas. No i umówiłem się na spotkanie z inną dziewczyną. Niby nic, w końcu raz na jakiś czas można spotkać się z koleżanką. Problem polegał na tym że ta „koleżanka” bardzo mocno mnie pociągała. Piękny to wieczór był. Mogłem godzinami się wpatrywać w jej orzechowe oczy. Nie spałem potem całą noc. Do niczego absolutnie nie doszło. Ja postanowiłem być wiernym jak diabli. Nie wiedziałem onegdaj że w samym czasie B. zrozumiała że jej silna wola nie jest taka silna a jej poczucie wierności różni się delikatnie od deklarowanego. Po jakimś czasie i ja to zrozumiałem. Zrozumiałem też że takich okazji przepuszczać się nie powinno. Powinienem ją wtedy pocałować. Przynajmniej miałbym miłe wspomnienie (i tak jest miłe) a jednak kiedy ponownie stanąłem w podobnej sytuacji znowu odezwała się w mnie wierność. Kurwa mać – mogłaby się nie odzywać. Teraz pozostanie smutek, żal – jak to mówią.
Nie żebym był święty. Święty nigdy nie byłem. Różne rzeczy z dziewczętami miały miejsce. Nie zawsze mieszczące się w ogólnie przyjętych normach etycznych. Ale za każdym razem kiedy słyszę o tym że x zgłupiał na starość i chodzi z piętnastolatką to mu zazdroszczę. Zazdroszczę mu że miał tę odrobinę zuchwałej odwagi aby sięgnąć po to co w nim ukryte na dnie. Postawić na szali całe swoje dotychczasowe życie i opinię społeczną. Zazdroszczę że miał odwagę chrzanić to wszystko i po prostu grzeszyć. Chciałbym być dumny ze swoich wyborów. Może kiedyś będę. Dziś wydaje mi się że czego bym w takiej sytuacji nie wybrał i tak bym nie był. A może jest jeszcze trzecie wyjście?
Komentarze