Pogoda się robi ładna, wiosna idzie do nas małymi krokami. Studiować się będzie coraz ciężej wraz ze wzrostem temperatury powietrza za oknem. A tu wypracowania testy i egzaminy. Ubaw po pachy. No ale co tam? Mój codzienny widok z okna na aptekę przy ulicy antoniukowskiej niby porównywalny tematycznie do widoku z okna w moim eks mieszkanku w Węgorzewie. Wtedy mogłem oglądać aptekę na ulicy teatralnej. Z tym że ten Węgorzewski widok z czwartego piętra obejmował naprawdę ładny kawałek terenu. Ten tu przysłonięty jest skutecznie drzewami, z resztą tutaj nie bardzo jest na co patrzeć. Zielonego otoczenia trzeba mi i nie takiego jak na plantach z tysiącem osób wokół. No cóż, wychowałem się tak a nie inaczej i wole obcować z natura niż z obcymi ludźmi.
Siedziałem w pokoju i ściany były takie proste, zwyczajne, nudnie płaskie. Powietrze nie pachniało niczym; deska deską, farba, farbą a chuj chujem. Znajoma wstawiała zdjęcia bananów z gównem w postaci sałatki na facebooka, żeby pokazać wszystkim że jest zajebista tak, jakby nikt inny nie jadł owoców. Zastanawiałem się dlaczego gdzieś z nieba nie leci smutna muzyka, coby wpędzała wszystko w jeszcze gorszy nastrój. Komputer miał obudowę plastykową, chujową obdartą. Od błyszczących jego elementów odbijał się nieogolony ryj obleśny. Cierpiałem nad swoim jestestwem. Czułem się jak volkswagen golf wśród samochodów. Szary, nudny i do dupy. Jestem używany, trzecia dekada na karku, zdarte opony. Mały przebieg powodowany tylko tym że i tak nie chciał mną jeździć. Można by gdzieś pójść tylko nie ma gdzie. Można by coś zrobić tylko po co? Można by coś wypić tylko że nie pije odkąd zostałem alkoholikiem. Alkohol tak mi smakuje że aż go sobie odmawiam. Pacierza nie odmawiam. Boję się idiotów, spad...
Komentarze